• Wpisów:16
  • Średnio co: 76 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:41
  • Licznik odwiedzin:1 499 / 1306 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Postaram się nadrobić nieobecność i dziś lub jutro dodać nowy rozdział. ; ))
 

 
Linsey i George rozmawiali o wszystkim co ich dotychczas spotkało, poznali się nie tak dawno temu, a już wiedzieli o sobie praktycznie wszystko, od ulubionego koloru po znienawidzoną potrawę.;
-George rusz ten zadek..śpieszy nam się!-nagle zza ściany wyłonili się funkcjonariusze i zaczęli pośpieszać chłopaka.
-Już idę!-krzyknął, pomachał dziewczynie na pożegnanie i wybiegł z szpitala.
Ona została tam prawie sama i zaczęła tęsknić za głosem tego nieznajomego chłopaka i czuła, że właśnie wpadła w największą pułapkę, zauroczyła się z nim.
-Słoneczko moje, dostałam wiadomość, że możesz iść odwiedzić swoją przyjaciółkę!-pani Mery spojrzała na zmieszaną nastolatkę i uśmiechnęła się ciepło.
-Tak!?-Linsey nie myśląc zaczęła biec do sali gdzie wcześniej odwiedzała dziewczynę.
-Czekaj! Czekaj!-kobieta zaczęła krzyczeć i śmiać się.
-Tak?
-Musisz wjechać windą na ostatnie piętro, została przeniesiona na inny oddział.-powiedziała i powróciła do segregowania i wypełniania papierów.
-Ddobrze..dziękuje.-pognała do windy, stanęła na przeciw niej i wcisnęła zielony przycisk w kształcie strzałki w górę. Bardzo bała się jeździć windą, bała się małych przestrzeni, ale wiedziała, że wędrówka po schodach skończyłaby się zadyszką i spoconym podkoszulkiem, czego nie chciała. Kiedy weszła do widny, chwyciła się metalowych rurek i ściskała je dłońmi z całych sił, miała zamknięte oczy, a w głowie ciągle modliła sie do Boga o to żeby szczęśliwie dojechała na piętro. Cała "podróż" trwała trzy minuty, ale dla niej ciągnęło se to wieczność, a na dodatek cały strach potęgowały różne odgłosy, które uważała za rozpadającą się windę. W końcu mogła postawić stopę na upragnionym siódmym piętrze, cieszyła się jak dziecko, że nic się nie stało i obiecała sobie, że innym razem pokusi się na schody. Gdy juz ochłonęła i strach odszedł, zaczęła rozmyślać gdzie może być jej przyjaciółka. Podeszła do lady za którą siedziała szczuplutka, młoda kobieta o poważnym spojrzeniu i zapytała ją o dziewczynę. Kiedy już dostała wskazówki jak dostać się do sali Rosalie, zaczęła wędrówkę po korytarzach, mijała niektóre sale dwa razy, ale nadal nie mogła znaleźć pokoju numer 102. Myślała, że już zwariowała gdy zorientowała się, że stoi pod właściwym pokojem. Zapukała w drzwi i czekała, po chwili wychyliła się z nich pielęgniarka.;
-Tak?-zapytała i uśmiechnęła się ciepło.
-Dostałam wiadomość, że mogę porozmawiać z pacjentką..-odpowiedziała i zaczęła wymachiwać rękami.
-Spokojnie, spokojnie, zapraszam.-kobieta otworzyła drzwi na oścież i zaprosiła dziewczynę do środka. Linsey miała łzy w oczach gdy widziała Rosalie podpiętą do tego całego sprzętu, ale wiedziała, że to jest konieczne i to utrzymuje ją przy życiu. Przeszła wzdłuż łóżka i zatrzymała się na chwilę aby przyjrzeć się przyjaciółce, spała. Wyglądała tak błogo i spokojnie, serio. Nie miała na sobie tego ostrego makijażu bez którego nie ruszała się z domu, chodź często był wykonany niedbale, to i tak robił za jej znak rozpoznawczy.
Gdy już skończyła obserwować jej uśmiechniętą twarz, podeszła do fotela obok podłużnego okna i przeniosła go tak aby mogła swobodnie z nią porozmawiać.;
-Hej..to ja.-położyła jej dłoń na ramieniu i powiedziała cicho.
-Kto?-dziewczyna otworzyła powoli oczy i przecierała je chwile ręką.
-No ja!-zaśmiała się.
-Linsey!-wykrzyknęła i rzuciła się jej na szyję.
-Gdzie ja jestem?-zapytała i rozejrzała się w około.
-No przenieśli cię, nie pamiętasz? Przecież się obudziłaś.
-Nie wiem, mam jakieś zaniki pamięci.-ziewnęła i przeczesała włosy.
-I co ci mówili ci policjanci?
-Policjanci? Ahh..no tak pytali mnie czy znałam tych dupków wcześniej, pytali też o narkotyki i takie tam..-wydawała się być niewzruszona całym zamieszaniem, przyglądała się kroplówce i dziwnej naklejce na niej.
-Ale co zamkną cię czy coś?-Linsey starała się coś od niej dowiedzieć, ale ona wciąż odpowiadała niejasno lub wcale.
-A powiedz mi..Axl został ranny? A jeśli nie, to odwiedzał mnie? Bo jeśli nie to ja dam skur*ielowi. Kur..muszę zapalić..-kiedy Rosalie zapytała o swojego chłopaka, blondynka nie wiedziała co zrobić, jak przekazać jej tą tragiczną wiadomość.
-Słuchaj..-w końcu się przemogła i zaczęła.
-Co pewnie już nie chce ze mną być, pewnie ma inną!-zaczęła się unosić.
-Spokojnie, spokojnie..bo coś sobie zrobisz.-uspokoiła ją.
-Więc Axl..on..on nie..-próbowała, ale nie potrafiła dokończyć zdania, a nawet poskładać go w jedną całość. Po jej policzku popłynęła łza, przypomniała sobie moment, w którym to ona dowiedziała się o śmierci rodziców, nie chciała nikogo ranić tak bardzo jak zrobili to ludzie, który jej przekazali tą wiadomość, powiedzieli i zostawili ją samą z tym wszystkim.
-Co Axl?! Co on..-dziewczyna zaczęła przeczuwać co chce jej przekazać Linsey, ale pragnęła upewnić się czy dobrze myśli.
-On..nie żyje.-po chwili ciszy odpowiedziała na jej pytanie i spuściła głowę w dół.
Rosalie przez chwilę wpatrywała sie przed siebie, a po jej policzkach spływały stróżki łez, czuła się jakby ktoś ją jeszcze raz postrzelił, ale mocniej.
-Ja wiem, że jest ci ciężko..-chciała jej pomóc, ale ona nie wydusiła z siebie ani jednego słowa, a tylko ściskała blondynkę mocno za rękę. Pomimo tego, że jej chłopak czasami był bardzo wybuchowy i strasznie zazdrosny, to wiedziała, że on jest tym jedynym, który ją obroni, który ją kocha.
-Linsey?-spojrzała na nią swoimi zapłakanymi oczami i rozejrzała się dookoła.
-Tak?
-A co z Christopherem?-wydusiła szeptem.
-Jeszcze się nie obudził..-odpowiedziała i zacisnęła zęby żeby się nie rozryczeć.
-Mam do ciebie jedną prośbę..-Rosalie uśmiechnęła się i usiadła na łóżku.
-Ty nie możesz siedzieć!-jej przyjaciółka oburzyła się.
-Spokojnie, więc proszę cię, zabij mnie..-powiedziała śmiejąc się i płacząc jednocześnie.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Linsey ciągle siedziała w poczekalni, jednak teraz już nie w obecności Klausa. Co chwila nerwowo spoglądała na zegar wiszący na ścianie przed nią i ściskała kartki czasopisma, które bezcelowo przeglądała, nagle w drzwiach szpitala pojawili się policjanci.;
-George..-dziewczyna szepnęła i spojrzała na wysokiego blondyna.
-Dotarły do nas informacje, że uczestniczka zajścia w zeszłym tygodniu już odzyskała przytomność?-jeden z funkcjonariuszy podszedł do lady recepcji, oparł dłonie na blacie i zapytał szorstkim głosem.
-Nie wiem od kogo dotarły do panów takie wieści, ale pacjentka przebudziła się dopiero godzinę temu i nie wiem czy będzie w stanie rozmawiać..-Mary odpowiedziała cienkim i przestraszonym głosem. Kiedy kobieta i policjanci prowadzili rozmowę na temat tego czy mają prawo wejść do Rosalie, George ujrzał smutną Linsey siedzącą i gapiącą się w ścianę.;
-Cześć!-podbiegł do niej i wyciągnął dłoń.
-Cześć..-w pierwszym momencie nie wiedziała co zrobić, czuła jak jej serce bije coraz szybciej, w głowie setki myśli i tylko jedna sensowna, nie zbłaźnij się.
-Co ty tu tak siedzisz sama?-zapytał i usadowił się na fotelu naprzeciwko niej.
-Nie zasłużyłam sobie na obecność mojego przyjaciela, więc siedzę sama.-wzruszyła ramionami.
-A więc byłaś już u przyjaciół?-on nie wiedział co odpowiedzieć na to co powiedziała dziewczyna, nigdy nie był dobry w takich momentach.
-Od pięciu czy sześciu dni..już nie pamiętam..może więcej..siedzę tutaj od rana i czekam aż się przebudzą i codziennie czekam na godzinę odwiedzin. Teraz obudziła się Rosalie i miałam do niej wejść, ale widzę, że dzięki waszemu przybyciu raczej tego nie zrobię..-powiedziała i spojrzała na kłócących się przy ladzie.
-Przepraszam..gdybym wiedział to powstrzymałbym Stevena i resztę.-zaśmiał się.
-Zastanawia mnie jedno..-spojrzenie Linsey wciąż było obce, widać było, że błądzi gdzieś w marzeniach.
-tak?
-Skąd ty tak dużo wiesz, o długach Rosalie o samej jej osobie i tym wszystkim..to siedzi mi ciągle w głowie od naszego spotkania..
-Przecież jestem początkującym gilną.-odpowiedział i wskazał palcem na odznakę na jego piersi.
-Nie wierzę ci, że takie informacje uzyskałeś przez swoją pracę.-ona jednak była uparta i za wszelką cenę chciała znać prawdę.
-No dobrze..Rosalie to moja przyjaciółka..razem siedzieliśmy w tym gównie..-Linsey się zdziwiła, gdyż na twarzy Georga pojawił się smutek i powaga, a odkąd go pierwszy raz spotkała, nie przestawał się uśmiechać i śmiać.
-Ale nie wyglądasz mi na takiego jak ona..
-A teraz ci wyglądam?-powinął rękawy koszuli i jej oczom ukazały się całe wytatuowane ręce.
-Nie pomyślałabym..to co robisz w policji..skoro dragi i tak dalej? Już nic nie rozumiem.
-Ciszej..-spojrzał na nią surowo i rozejrzał się dookoła.
-Więc?-zapytała i odrzuciła na bok magazyn, który spoczywał na jej udach.
-Nie znamy się na tyle bym ci opowiadał o moim prywatnym życiu.-stał się oschły i obojętny.
-Jeśli nie chciałbyś mi tego opowiadać to nie przyszedł byś tutaj.-powiedziała i odwróciła głowę w drugą stronę.
-Masz rację..przepraszam cię, ale bardzo się denerwuje kiedy ktoś pyta o moją przeszłość. Zobaczyłem w tobie to coś, coś co mnie zaintrygowało i pragnę cię poznać. Więc jeśli chcesz to opowiem ci wszystko, ale nie tutaj nie przy Stevenie..-odchrząknął i spojrzał w stronę umięśnionego i wysokiego mężczyzny.
-Wiesz..szczerze mówiąc nie chce poznawać nowych ludzi.-w tym momencie funkcjonariusze udali się do Rosalie, ale George nie został poproszony aby pójść z nimi, więc kontynuował rozmowę.
-Dlaczego?
-Boję się, że kogoś stracę, a tego nie chcę przeżywać znowu..-powiedziała i zaśmiała się cicho, a w środku czuła cholerny ból i pustkę.
-Ale jak to znowu?-był on bardzo ciekawski, pomimo tego, ze sam nie lubił mówić o sobie, to lubił słuchać o innych.
-Moi rodzice nie żyją.-powiedziała sucho i odwróciła wzrok na plakat wesołego lekarza na ścianie.
-Przepraszam..nie wiedziałem.-poczuł się trochę zmieszany, że tak o wszystko dopytywał.
-Nie, nie masz za co przepraszać..to normalne..ludzka ciekawość jest normalna, a pragnienie poznawania nowych ludzi także..ale ja go nie posiadam.-spojrzała prosto w jego oczy i uśmiechnęła się.
-Miałem kiedyś kumpla..a tak właściwie to było to ponad rok temu. Nazywał sie Bruno, także dobry kumpel Rosalie..skoro tamci wyszli to mogę ci wszystko opowiedzieć.
Więc ja, Bruno, Rosalie, Axl i reszta paczki kupowaliśmy dragi od takich jednych, którzy mieli dobry towar. Po pewnym czasie popadliśmy w totalny nałóg..nie było dnia bez spotkania z tymi typkami. Więc po pewnym czasie zaczęło brakować nam pieniędzy..tamci to byli goście bez sumienia i nie liczyło się dla nich to, że dla kasy kogoś zabiją..Więc przejdźmy do sedna..-powiedział i przeczesał ręką włosy. Z każdym słowem denerwował sie coraz bardziej.-w czwartek 6 czerwca planowaliśmy imprezę z paczką nad takim stawem, który należał do takiego gościa, ale przyjeżdżał tam tylko w sierpniu..i potrzebowaliśmy jakiegoś kopa i udaliśmy się do tej samej grupy ludzi. Gdy podjechaliśmy na ich dzielnicę, otoczyła nas cała grupka umięśnionych, wysokich mężczyzn, chwycili za koszulę Bruna, przyciągnęli go do siebie i przyłożyli mu nóż do gardła. Byłem zdezorientowany..po chwili powiedzieli nam, że mamy u nich okropne długi, nikt z nas nie był w stanie w tamtym momencie zdobyć tylu pieniędzy ilu zażądali..a była to spora sumka, a do tego sami doliczyli sobie kilka stówek.
Popadliśmy w panikę, Axl starał sie jakoś uwolnić naszego przyjaciela, ale mu to nie wyszło..oni byli za silni i było ich za dużo. Liczyłem na to, ze pisane nam jest zginąć od ich rąk, ale nagle usłyszeliśmy wycie syren policyjnych, a juz po chwili zostaliśmy otoczeni przez dość sporą grupę uzbrojonych funkcjonariuszy. Ludzie z gangów także mieli broń, więc zaczęła się strzelania pomiędzy policją, a tymi typkami. Mnie, Rosalie i Axlowi udało sie odczołgać na bok i przeczekać całe zdarzenie, Bruno też całkiem uszedł bez żadego zadrapani. Policjanci zgarnęli kilku ludzi i odjechali, nie zauważyli nas. Wszyscy byliśmy szczęśliwi, że żyjemy, zaczęliśmy szukać wzrokiem Bruna, a kiedy go zobaczyłem..kamień spadł mi z serca. Cieszyłem się jak dziecko, że widze mojego przyjaciela, a tu nagle zza budynku wyskoczył Greg..bo takie imię nosił ten drań..i strzelił prosto w serce mojego kumpla. Widziałem to zdziwienie na jego twarzy..to przerażenie..złapał się na serce i runął na ziemię. Nie będę cie juz bardziej wtajemniczał w szczegóły..bo to niepotrzebne.
Ale po tym zdarzeniu cała nasza paczka pokierowała się w inne strony, aż ja w końcu znalazłem fuchę jako policjant..znaczy ja jestem dopiero praktykującym, ale mówią, że mi idzie dobrze i może niedługo zabawię u nich na stałe..Na szczęście nie byłem ani razu spisywany przez policję, zawsze udawało mi się uciec i nikt nigdy mnie nie wydał. No dobra..ja sie rozgadałem, teraz twoja kolej na opowieść życia, która obróciła je do góry nogami.-zaśmiał się i otarł łzę z policzka, w jego myślach ciągle był obraz umierającego Bruna i ciała Axla, które jest wynoszone z budynku.
-Czyli w tej ostatniej strzelaninie brali udział ci sami gangsterzy co w tej o której mi opowiadałeś?-Linsey bardzo zaciekawił chłopak, który z pozorów wydawał się być nudny.
-To byli oni, a oni zawsze uciekają się od odpowiedzialności, wracają i się mszczą..także zabili już dwójkę naszej paczki..zostałem jeszcze ja i Rosalie..-po tym zdaniu zapadła cisza, a z oddali było tylko słychać śmiechy pani Mary zza biurka.
-Podoba mi się to jak słuchasz.-w końcu George przerwał ten niezręczny moment.
-Słucham?-ona nie do końca zrozumiała jego słowa.
-Chodzi mi o to, że potrafisz wysłuchać człowieka..kiedy innym coś opowiadam to oni błądzą wzrokiem po ścianach i rozglądają się na boki..a ty słuchałaś każdego mojego słowa i widziałem, że cię to zaciekawiło..-uśmiechnął się i spojrzał na jej blizny na rękach.
Poczuł, że ona cierpi bardziej od niego, zapragnął być blisko niej, dziwne uczucie rozrywało go od środka. Ta dziewczyna nie była piękna, jednak on poczuł, że własnie pokochał jej uroczą duszę.
 

 
Za kilka dni bal, który ma być podsumowaniem trzech lat nauki i przyjaźni w szkole, ale Linsey nawet nie pomyślała ani razu o sukience, w jej myślach ciągle tkwił obraz nieprzytomnego Christophera, który nie budził się ze śpiączki przez pięć dni.
Dziewczyna siedziała w poczekalni szpitala, gdyż nie będąc rodziną, mogła przychodzić tylko w odwiedziny, ale ona się nie poddawała i ciągle czekała.
-Hej. Musisz coś zjeść.-poczuła na ramieniu dłoń i usłyszała zmartwiony głos Klausa.
-Nie dziękuje..-wyjąkała i przetarła zaspane oczy.
-Mizerniejesz w oczach..-powiedział i usadowił się na dość niewygodnym i pozdzieranym fotelu ze skóry. Szpital nie był zbyt nowocześnie udekorowany. Na blacie recepcji stały sztuczne kwiaty, których bladoróżowy kolor ginął pod warstwą kurzu. Ściany w niebieskim kolorze, który dawno stracił swój prawdziwy odcień. Gdzieniegdzie wisiały obrazki przedstawiające różne małe zwierzątka, a gdzie indziej dumnie oprawione w ramki dyplomy i licencje tutejszych lekarzy. Podłoga wyłożona płytkami, a tam gdzie znajdowała się poczekalnia, był rozłożony kremowy dywan, na którym była masa plam od różnych napojów czy jedzenia. Jednak w szpitalach nie chodzi o wystrój poczekalni czy recepcji, a o sale operacyjne i pokoje dla chorych, a pod tym względem były to prawdziwe luksusy.;
-To chyba dobrze, że schudnę.-Linsey zaśmiała się i przetarła łzę spływającą jej po policzku.
-Błagam cię..-spojrzał na nią z żalem i tak jakby żądał od niej aby wyrzekła sie tych słów, ale ona nie miała najmniejszego zamiaru tego robić.
-Powiedz mi która godzina?- ona wpatrywała się ciągle w kobietę, która siedziała za ladą recepcji i przeglądała jakieś magazyny dla kobiet chichocząc co chwila pod nosem lub uśmiechając się i kiwając głową na boki. Miała włosy w orzechowym kolorze upięte do góry w koka, była po czterdziestce, a można było to wywnioskować po kilku zmarszczkach na jej czole i policzkach. Najbardziej charakterystyczną rzeczą w tej pani były jej prostokątne okulary, które osiadały na jej zgrabnym nosie i wymalowane mocno czerwoną szminką usta układające się w dziwny, ale przyjazny grymas.
-Jest jedenasta dwadzieścia. Rozumiem, że się martwisz, ale musisz iść do domu odpocząć trochę, ale przede wszystkim wrócić do szkoły, wrócić do nauki.-chłopak zamartwiał się o przyszłość swojej przyjaciółki i bał się, że jeśli teraz nie weźmie się w garść to będzie musiała powtarzać trzecią klasę co nie jest miłym doświadczeniem. Nie wiedział on jednak, że ją nie obchodziła szkoła, równania matematyczne, czy pierwiastki, ale tylko to czy przeżyją jej przyjaciele i czy wszystko znów wróci do normy.
-Słuchaj, nie mam nikogo prócz tych dwóch ludzi, którzy leżą na salach i są w krytycznych stanach..nie wiadomo czy przeżyją. Mam w dupie całą szkołę ona działa na mnie tylko gorzej..wszyscy tam niszczą mnie powoli, wszystko przez te wredne zołzy, które mają wszystko w życiu i im się nudzi i nie mogąc znaleźć sobie zajęcia, docinają innym, gorszym. Ty widzisz tylko świat pod pryzmatem nauki i szkoły, a ja odczuwam go emocjonalnie. Czuję każde słowo i wszystko trafia do mnie z podwójną siłą, potrafię się załamać najmniejszą drobnostką, a nie dość, że przejmuje się teraz ich stanem zdrowia to jeszcze mam myśleć o szkole, ja po prostu nie chcę, rozumiesz?-spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała to co myśli, ale teraz Klaus poczuł się urażony i nie wiedział co myśleć, ta dziewczyna nie była już jego wesołą przyjaciółką, a smutną i depresyjną nastolatką.
-Ja rozumiem wszystko, ale masz też mnie! Zapomniałaś? To ja siedzę teraz przy tobie i martwię się o to czy zjesz ten kurewski posiłek i czy wyjdziesz z gimnazjum..to boli, że nawet nie wymieniłaś mnie w liście osób, które są przy tobie. Staram się jak mogę, to ty wyjechałaś z naszego miasta bez żadnego pożegnania czy informacji gdzie będziesz mieszkać, wolałaś zapomnieć o mnie niż powalczyć trochę ze wspomnieniami. Ja też wiele straciłam Linsey, ale podniosłem się i nadal walczę. Znaliśmy się od zawsze, a ty wolisz chłopaka i dziewczynę, których znasz ponad miesiąc..Powtarzam drugi raz..starałem się, ale ty tego nie doceniłaś, nie doceniłaś mojej obecności tutaj, więc od tej chwili będziesz sobie siedzieć tu sama, ja nie mam zamiaru gnić tu z osobą, która mnie nie potrzebuje..cześć.-Klaus spojrzał na nią posępnie i wyszedł z budynku. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach i zaczęła obrażać się w myślach, zaczęła myśleć o tym jak bardzo go zraniła, nie potrafiła się pogodzić ze stratą Chrisa i Rosalie, ale teraz zaczęła żałować, że aż tak ostro potraktowała starego przyjaciela, we wszystkim co mówił, miał rację i to było najbardziej dobijające. Nagle do recepcji dotarła jedna z lekarek, dziewczyna wytężyła słuch i starała się dowiedzieć jak najwięcej, ale nie zdążyła nic pochwycić, gdyż kobieta mówiła szeptem.;
-Słońce moje, pojedź no do mnie..-pani zza lady zawołała Linsey.
-Coś się stało?-obawiała się, że stało się najgorsze, że dwójka jej przyjaciół zmarła.
-Ta dziewczyna..
-Rosalie?-podsunęła zamyślonej kobiecie.
-Tak, tak..właśnie ona.-uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała.
-Co z nią?-zmarszczyła brwi i czekała na odpowiedź, jej serce biło coraz szybciej, a tykanie zegara sprawiało, że denerwowała się jeszcze bardziej.
-Obudziła się!-krzyknęła głośno, a po chwili zasłoniła usta ręką i zaczęła się śmiać z samej siebie.
-Naprawdę?!-nie mogła uwierzyć w słowa, które przed chwilą usłyszała, była to jedyna dobra wiadomość którą usłyszała w ciągu tego tygodnia.
-Tak, tak kochanieńka, miałam ci tego nie mówić, ale widzę, że siedzisz tu tak od kilku dni i jesteś taka zmartwiona. Powiem ci, że nigdy nie widziałam tak troskliwej osoby jak ty, chociaż..ten twój czarnoskóry przyjaciel..oj oj, ale nie pomyśl sobie, że jestem jakąś rasistką czy cos takiego! Ja tylko tak go sobie skojarzyłam!-zachichotała pod nosem.-co z nim?-poprawiła okulary i zebrała w kupkę papiery rozrzucone po biurku.
-Byłam dla niego okropna..-odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-Oj kochanie..nie przejmuj się! Za godzinę lekarze pozwolą ci wejść do tej dziewczyny..a tak między nami..czy ona ma jakąś rodzinę?-Mary, bo takie imię nosiła ta pracownica szpitala, nachyliła się do dziewczyny i zapytała.
-Widzę, że można pani zaufać..nie wiem czemu, ale jakoś tak. Więc ona ma ciężkie życie..sama ćpała i piła, była na granicy, mieszka z wujem, narkomanem i alkoholikiem.
-Rozumiem..czyli nikt jej nie odwiedzi prócz ciebie?
-Ta dwójka moich przyjaciół była kiedyś razem, ale ona zostawiła go dla innego.
-A ten "inny" jej nie odwiedzi?
-On zmarł.-powiedziała z powagą na twarzy, wspominając z myślach jego imię, zaczęła myśleć jak powiedzieć Rosalie o tym, że on nie żyje, pomimo tego, że był totalnym draniem to jednak kochał swoją dziewczynę i za nią zginął, a takie poświęcenie wybacza wszystkie błędy.
 

 
Kiedy Linsey i Klaus dotarli na miejsce, zamarli z przerażenia. Wszędzie stały wozy policji, a budynek był otoczony taśmą i nie można było do niego wejść.;
-Kurwa..o co chodzi?-dziewczynie do oczu cisnęły się łzy, przeczuwała, że stało się coś okropnego, coś przez co znów będzie cierpieć.
-Hej, hej..spokojnie..-przyjaciel starał się ją uspokoić, ale sam widział, że to nie jest tylko zwykła sprzeczka dwóch alkoholików, a coś większego.
Z ruiny po kolei przez policjantów byli wyprowadzani mężczyźni skuci w kajdanki, niektórzy próbowali się szarpać i uciec, ale nie zdołali pokonać całego oddziału specjalistów.
Nagle serce Linsey zaczęło bić szybciej, przedarła się przez tłum zebranych ludzi i podbiegła do noszy, na których został wyniesiony Christopher.;
-Jestem tutaj, jestem..nie opuszczaj mnie..nie możesz mi tego zrobić.-chwyciła go za lewą dłoń i ściskała mocno, bała się go stracić.
-Rosalie..-on zdołał się tylko lekko uśmiechnąć i wypowiedzieć imię byłej dziewczyny, po czym stracił przytomność, a jego głowa opadła na bok. Zdruzgotaną przyjaciółkę lekarze odpychali od nieprzytomnego chłopaka po czym odjechali z nim karetką do szpitala.;
-Co się tutaj stało?-wreszcie zebrała się na odwagę, podeszła do jednego z funkcjonariuszy i zapytała.
-Była strzelanina.-mężczyzna ubrany w zakurzony mundur był mało wzruszony całą sprawą, gdyż codziennie jeździł to prawie takich samych przypadków i nie robiło to na nim wielkiego wrażenia.
-Ktoś umarł? Czemu ona miała miejsce?! Pan nie rozumie..tu była dwójka moich przyjaciół!-po jej policzkach płynęły łzy, szarpała policjanta za ubrania i krzyczała głośno.
-Hej, hej..spokojnie.-w tym momencie wkroczył Klaus, przytulił ją i pocałował w głowę.
-Jest okej, jest okej.-powtarzał w kółko i oddychał głośno, ale ona nie wierzyła w jego słowa, wiedziała, że wszystko się posypało.
-Nic nie jest okej! Gdzie jest ten jebany policjant!?-w pewnym momencie zorientowała się, że mundurowy zawinął swoje rzeczy i zniknął z miejsca zdarzenia, pojechał do swojego luksusowego domu, do swojej zdrowej i bezpiecznej rodziny, nie obchodzili go inni ludzie, był typowym egoistą, wszystkie sprawy zostawiał do rozwiązania innym.
-Co za ch*j!-krzyknęła na cały głos i osunęła się na ziemię. Trawa była morka, gdyż padał wcześniej deszcz. Wszędzie było błoto i krew, nie mogła znieść tego widoku, ale nie zamierzała wracać do domu dopóki nie dowie się całej prawdy.
-Spokojnie..dowiedziałem się..-Klaus zaczął mówić, ale Linsey go nie słuchała.
-Rosalie..-powiedziała szeptem i spojrzała na przyjaciela.
-Co Rosalie?-zmarszczył brwi i rozejrzał się dookoła.
-Właśnie co z nią?-uśmiechnęła się, wstała i zaczęła podbiegać do różnych ludzi pytając czy widzieli jak wynoszą z budynku piękną, młodą dziewczynę z tatuażami, jednak wszyscy po kolei zaprzeczali.
Nagle roztrzęsioną Linsey ujrzał młody policjant, który sam kiedys stracił przyjaciela w strzelaninie i chciał pomóc.;
-Dzień dobry, mogę ci w czymś pomóc?-George, bo takie nosił imię, podszedł do dziewczyny i klepnął ją lekko w ramię.
-Tak, tak!-po chwili odpowiedziała, była bardzo uradowana gdy zobaczyła, że ma na sobie mundur.
-Więc?
-Wie pan może..-w tym momencie jej przerwał.
-Nie, nie..nie pan, jestem George.-uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do niej dłoń.
-Dobrze, George..poszukuję informacji na temat Rosalie..dziewczyna, która tutaj miała być...niedawno dostałam telefon od przyjaciela, który tutaj był, nie wiem co tutaj się stało..mógłbyś mi powiedzieć?-czuła się trochę skrępowana, nie spodziewała się, że on okaże się tak miły i przyjazny, był całkiem inny od poprzedniego policjanta.
-Ta twoja Rosalie już nie żyje!-w pewnym momencie podbiegł do nich jeden z uczestników całego zamieszania, uśmiechnął się szyderczo,a po chwili znalazł się w radiowozie.
Akurat się tak składało, że z budynku były wynoszone ciała ludzi, którzy zostali postrzeleni śmiertelnie. Przez głowę Linsey przeszły najgorsze myśli, czuła, że jedna z tych osób to Rosalie.
-Nie..nie..-zaczęła płakać.
-Spokojnie, z tego co wiem Rosalie została przewieziona na samym początku do szpitala, była w bardzo ciężkim stanie, ale jeszcze żyje. Zmarły cztery osoby, nie powinienem ci tego mówić, ale widzę, że ci zależy. Nie żyje jakiś Axl, Damien, Lucas i Carlos. Dwójka należała do narkotykowego gangu, sprzedawali dragi i z tego co wiem twoja przyjaciółka miała u nich niezłe długi, a Axl zginął w jej obronie.-George ciągle sporządzał jakieś notatki w zeszycie i rozglądał się dookoła.
Linsey poczuła pewną ulgę w środku, ale dziwnie było słyszeć o śmierci chłopaka, który niedawno pobił Christophera, powinna się cieszyć, jednak gdyby to robiła, byłaby bezduszną osobą, a ona taka nie była.
-Dziękuje George.-uśmiechnęła się i otarła łzy z policzków.
-Nie ma za co, służę pomocą.-zaśmiał się.
-Mógłbyś mi jeszcze podać adres szpitala, w którym się znajdują?-zapytała i zaczęła rozglądać się za Klausem, którego zgubiła w trakcie poszukiwania osoby, która mogłaby udzielić jej jakichkolwiek informacji.
-Jasne.-chłopak wyrwał z notesu kartkę, podał ją dziewczynie, uśmiechnął się i zniknął w tłumie funkcjonariuszy.
Linsey biegła między ludźmi i krzyczała imię przyjaciela, czuła się głupio z tego powodu, że dziś była dla niego taka niemiła i nie zwracała na niego uwagi. W końcu ujrzała jego bluzę, podbiegła do niego i mocno przytuliła od tyłu.;
-Klaus..tu jesteś!-krzyknęła.
-Też ciebie szukałem!-uśmiechnął się szeroko i przytulił dziewczynę.
-Wiesz co? Rosalie żyje, ale jest w ciężkim stanie..musimy jechać do szpitala..zastanawia mnie jedno..skąd ten policjant od którego brałam wszystkie informacje wiedział wszystko tak dokładnie..

________________________
dzisiaj mam dużo czasu wolnego, więc zebrałam sie i coś tam napisałam..
 

 
Kiedy dziewczyna wróciła do domu razem z Klausem, została zasypana tysiącem telefonów ze szkoły i pretensjami ciotki. Jednak ona się tym nie przejmowała.;
-Co ty sobie wyobrażasz gówniaro! Myślisz, że ja nie mam co robić!? Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż odwiedzanie tej marnej szkoły i rozmawianie z dyrektorem?- Gabriella z czasem stawała się coraz bardziej surowa dla swojej siostrzenicy, przestała jej współczuć, a młoda dziewczyna była dla niej coraz większym obciążeniem.
-Taa..a obściskiwanie się z szefem dla awansu też zalicza się do tych ważniejszych rzeczy?-Linsey zarzuciła sztuczny uśmiech, pociągnęła przyjaciela za rękę i razem udali się do jej pokoju.
Kiedy chłopak zobaczył pokój jego starej kumpeli z przed lat, zamarł ze zdziwienia.;
-To ty słuchasz rocka?-zapytał i wskazał palcem na wszystkie plakaty zespołów, które zalewały całą ścianę od góry do dołu.
-Tak..to moja odskocznia od tego popierdolonego życia..-odpowiedziała i usiała na łóżku. Skupiła wzrok na plakacie zespołu Guns N'Roses, zaczęła sobie przypominać dlaczego to on stał się jej ulubionym. Czuła jakby przebijała się przez barierę wspomnień, aż w końcu dotarła do tego dnia kiedy razem z rodzicami jechała nad jezioro i w radiu usłyszała piosenkę Paradaise City, spodobała jej się tak bardzo, że przez następny miesiąc słuchała jej ciągle, ale było jej mało, apetyt rósł w miarę słuchania, zaczęła interesować się tym zespołem, jego historią, muzyką, ale doceniła go dopiero po tragicznym wypadku, w którym zmarli jej rodzice, to ich piosenki pomogły jej przetrwać najcięższe noce.
-Widzę, że nie masz łatwo..nawet nie wiesz jak bardzo zastanawiałem się nad tym co u ciebie, jak żyjesz, czy poznałaś nowych przyjaciół..czy za mną tęsknisz..
-Szczerze mówiąc..zapomniałam o twoim istnieniu.-miała wyrzuty sumienia, ale wolała powiedzieć prawdę.
-Auć..-zaśmiał się.-to trochę bolesne.
-Wiem, ale ja chciałam wymazać z pamięci wszystko co wiązało się z rodzicami..no dobra..zapomnijmy, nie lubię do tego wracać. Chcesz wiedzieć czy mam przyjaciół?
-Oczywiście, że chcę! Chcę także wiedzieć czy są lepsi ode mnie.-uśmiechnął się, miał piękny uśmiech.
-Tak więc powiem ci tyle, że jestem nękana w szkole i pomyśl czemu chciałam skoczyć? hm..zabawne, że głupie słowa znaczą dla mnie tak wiele i tak wielką wagę przywiązuje do tych głupich słów..nie ważne. Ale mam też przyjaciela Christophera, nie chodzi on do mojej szkoły, jest strasznie przystojny, miły i opiekuńczy, zawsze stara się mi pomóc, ale sam ma problemy..rozstał się ostatnio z dziewczyną, która jest starsza od niego i bierze dragi, pije..i potem wrócili do siebie, ale tylko na chwile..i skończyło się na tym, że pobił go jeden gnojek. Ale powiem ci, że ta jego była dziewczyna też jest nawet spoko osobą..jakby nie patrzeć żyje w patologicznej rodzinie, mieszka w małej, zasyfionej kawalerce z wujem, który jest narkomanem..nazywa się Rosalie. To ta dwójka jest mi najbliższa.-nagle opowieść o przyjaciołach przerwał dzwonek telefonu Linsey.
-O dzwoni Chris.-uśmiechnęła się i odebrała telefon.
-Hej, co jest?-w słuchawce słyszała szybki oddech chłopaka i jakieś krzyki w tle.
-Błagam cię..pomóż mi.-po głosie można było rozpoznać, że płakał i był bardzo zdenerwowany.
-Co się stało?-na twarzy dziewczyny malował się strach i powaga, wiedziała, że musiało się stać coś poważnego.
-Rosalie...ona..ona..przyjedź szybko do starego dworca, szybko..proszę!-nagle ktoś zaczął głośno krzyczeć, padł strzał i połączenie zostało przerwane.
-Klaus..przepraszam cię, ale stało się coś okropnego i muszę szybko gdzieś jechać..-szybko wyszła z pokoju, zbiegła po schodach i udała się przed dom.
-czekaj!-od razu za nią biegł Klaus, który nie rozumiał całej sytuacji.
-Co?!-parsknęła.
-Nie pójdziesz tam sama. Nie wiem co się stało, ale dopiero cię odzyskałem i nie chce stracić znów.-powiedział i oparł jej dłoń na ramieniu.
-Dobrze..a teraz dzwoń po taxi, jedziemy na starą stację.

__________________
Długo nic nie pisałam, to z powodu szkoły i wielu problemów osobistych..Wiem, że rozdział jest krótki i słaby, ale w następnym postaram sie to wynagrodzić.
 

 
Powoli mijały następne dni czerwca, wielkimi krokami zbliżał się długo wyczekiwany bal. W szkole panowało wielkie zamieszanie, wszędzie biegały podekscytowane trzecioklasistki, które ciągle mówiły młodszym klasą, że przegapią najlepszą imprezę. Wszystkie dziewczyny miały zarezerwowane wizyty u kosmetyczek, fryzjerek, a sukienki kupowały w jak najdroższych sklepach, aby nikt inny nie miał takiej samej. Sala gimnastyczna, w której miało się wszystko odbywać, została pięknie wystrojona, a na przeciwko trybunów ustawiono scenę, na której występował lokalny, rockowy zespół Fire. Najmniej całą uroczystością przejmowała się Linsey, która ciągle myślała o chorym przyjacielu, gdyż nie miała z nim kontaktu od tygodnia. Dziewczyna spacerowała korytarzem i przyglądała szczęśliwym ludziom, zastanawiając się jak to jest kiedy w życiu wszystko się układa, a jedynym problemem jest to czy kolor butów pasuje do torebki.;
-Przepraszam Linsey, że przeszkadzam ci w głębokiej zadumie, ale chciałbym zapytać czy wybrałabyś się ze swoim przyjacielem za bal?-nagle poczuła jak ktoś lekko szturcha ją w ramię, a po chwili usłyszała znajomy głos, jednak nie mogła sobie przypomnieć do kogo on należy.
-Jakim przyjacielem? Ja nie mam przyjaciół, odwalcie się ode mnie, bawcie się w ten swój bal, a mnie zostawicie w spokoju.-po chwili namysłu, nie odwracając się, powiedziała sucho i wzdychnęła głośno.
-Ej, ze mną nie pójdziesz?
-Z kim?-dziewczyna odwróciła się i ze zdumienia mogła nic powiedzieć. Stał przed nią cały i zdrowy Christopher.
-Ty żyjesz!-krzyknęła głośno i rzuciła mu się na szyję.
-Stęskniłem się..-chłopak uśmiechnął się i rozejrzał w około.
-A myślisz, że ja nie? Już bałam się, że z tego nie wyjdziesz..
-Ale przecież żyję, ten Axl nie zakatował mnie raczej na śmierć.-zaśmiał się i otrzepał z ramienia brokat, który znajdował się praktycznie w całej szkole.
-Ten Axl to dupek..-Linsey podeszła do szafki i schowała książki.
-Taa..a Rosalie? Miałaś z nią jakiś kontakt?-dziewczyna myślała, że on juz o niej zapomniał i teraz nie będzie już takich nieprzyjemnych sytuacji jak ostatnio, jednak ciągle myślał o każdej chwili, którą spędził z nią.
-Była tu w szkole jakiś tydzień temu i pytała się mnie czy wszystko z tobą w porządku.
-Tak nagle zaczęła się mną przejmować? Nie rozumiem jej..-przyjaciele udali się na plac szkolny by móc usiąść na ławce i porozmawiać w spokoju.
-Zależy jej na tobie, ale coś trzyma ją przy tym Axlu..tak nie myśląc o perfidnym zachowaniu tego gnojka ma przepiękne imię.-dziewczyna zaśmiała się i spojrzała na zamyślonego Christophera.
-Nie wiem czemu, ale nienawidzę ją i także nie mogę przestać o niej myśleć..
-Rozumiem cię..-w tym momencie to Linsey musiała pocieszać chłopaka, a tak na prawdę z każdym słowem otuchy, które wypowiadała, podupadała psychicznie.
-To jak pójdziesz ze mną na ten bal?-po długiej i niezręcznej chwili ciszy, Chris zapytał i uśmiechnął się, przechylając lekko głowę na bok.
-Sama nie wiem..nie mam ochoty jakoś się bawić.-odpowiedziała i odwróciła wzrok.
-No proszę cię..to ostatnia klasa, nie mów mi, że nie chcesz iść na bal. Pomyśl tylko..kupisz piękną sukienkę, buty..i pójdziesz ze mną na bal...będziemy się świetnie bawić chodź przez te kilka godzin, zapomnimy o naszych zmartwieniach, nic się nie będzie liczyło prócz tego, że jesteśmy szczęśliwi, a później znów wrócimy do naszej szarej rzeczywistości. Co ty na to?
-Chciałabym kupić piękną sukienkę, ale ja zawsze wyglądam źle..-po jej policzku popłynęły łzy, nie chciała aby on to zobaczył, więc szybko otarła je dłonią.
-Nie mów tak.-chłopak szybko zaprzeczył i poczuł się dziwnie, dopiero teraz zorientował się, że zamiast pomagać przyjaciółce, która tkwi w głębokiej depresji, to sam się jej żali ze swoich błahych problemów.
-Ale dobrze nie będę taka i pójdziemy na ten bal i chodź na chwilę nie będziemy myśleć o wszystkim innym co nas otacza.
-Przepraszam cię.-szepnął i uśmiechnął się.
-Za co?
-Za to, że obarczam cię moimi głupimi problemami..znów to robię, jak zawszę.
-Ludzie są istotami, które potrzebują ciepła i zrozumienia, potrzebują osoby, która wysłucha i nie będzie oceniać. Ja cię rozumiem i nie wiem co bym zrobiła gdybym cię straciła, nie wyobrażam sobie budzić się i nie czuć, że tam gdzieś jest mój najlepszy przyjaciel.-Linsey widziała w nim siebie, on tak samo cierpiał i nie mógł się uporać z ciężarem problemów, przy nim stawała się lepsza i potrafiła dostrzegać piękno w krótkich chwilach.
-Jesteś cudowna, nie rozumiem czemu ludzie cię odtrącają..
-Wiesz..spójrz tylko na mnie, a na Sharon, pomimo, że jest moim najgorszym wrogiem, widzę jej piękne włosy, nieskazitelną cerę i cudowne ubrania. Ją ludzie uwielbiają bo wszyscy chcą mieć pięknych i bogatych przyjaciół, a nie takich jak ja. A tydzień temu kiedy odwiedziła mnie Rosalie, sama odtrąciłam jedną osobę, która starała się być dla mnie miła, ja się boję zaufać ludziom, gdyż oni odchodzą tak nagle i boleśnie.
-Ja nie odejdę i będziemy przyjaciółmi na zawsze.
-Dziękuję.
-Nie dziękuj mi..to dzięki tobie codziennie się uśmiecham i wiem, że mam prawdziwą przyjaciółkę.
-Życie jest dziwne..-Linsey rozmyślała nad tym w co ubrać się na bal, pierwszy raz zależało jej na tym aby udać się na imprezę.
-Czemu tak twierdzisz?-chłopak uśmiechnął się i skierował wzrok na szkolną drużynę koszykarzy, która rozgrywała mecz. Zaczął się zastanawiać jak to jest być podziwianym przez wszystkich za to, że wygrało się mecz, czy zmotywowało kumpli do gry.
-Moje życie jest do dupy, moi rodzice nie żyją, jestem prześladowana, ale jesteś ty. Los się ze mną zabawia, chce abym cierpiała, ale i żebym była chodź przez chwilę szczęśliwa.
-Zobaczysz..niedługo wszystko się poukłada.-Christopher poklepał ją po plecach i zaśmiał się głośno.
-Mam taką nadzieję.-nagle zadzwonił dzwonek i dziewczyna musiała się pożegnać ze swoim przyjacielem, chodź wcale nie chciała tego robić.
Powoli wszyscy uczniowie zaczęli kierować się do swoich klas, blondynka szła smętnie korytarzem i usłyszała głos swojej mamy, która ją woła. Bez zastanowienia podążyła w miejsce gdzie zdawało jej się słyszeć głosy, wiedziała, że nie jest możliwe by mogła się znów spotkać ze swoimi rodzicami, jednak zawsze się nabierała na swoją wyobraźnię. Gdy dotarło do niej co znów zrobiła, pragnęła znaleźć się po drugiej stronie z bliskimi, głupi pomysł wyrwał jej z głowy krzyk jej imienia.;
-Linsey! Nie rób tego!-dziewczyna zorientowała się, że weszła na dach szkoły i stała tuż na jego krawędzi. Przeważnie gdy rozważała swoją śmierć, jej podświadomość niosła ją w takie miejsca w jakim się własnie znajdowała, nie był to pierwszy przypadek.
-Kim jesteś?-ona jednak nie zamierzała się tym razem wycofywać i była prawie pewna tego, że jej przeznaczeniem jest postawić dwa kroki w przód i roztrzaskać się o asfalt. To przecież takie proste, jedna chwila, spadasz w dół i czujesz tą wolność, później moment bólu, a co potem? No właśnie, tego bała się najbardziej.
-To ja Klaus, proszę cię zejdź i porozmawiajmy!-chłopak panikował i nie wiedział co robić, nie chciał być świadkiem jej śmierci, ale nie wiedział też jak temu zapobiec.
-Dobrze.-Linsey odwróciła się i ujrzała przed sobą nieznajomego, czarnoskórego chłopaka, który był bardzo przystojny.
-No już, chodź tutaj, nie przyjechałem do tej szkoły po to by być świadkiem twojego samobójstwa.-uśmiechnął się i wyciągnął do niej dłoń.
-Nie miałam zamiaru skoczyć, tylko chce..ja chce się zobaczyć z rodziną.-po jej policzku popłynęły łzy.
-Chodź tutaj, opowiesz mi o sobie i o wszystkim co się stało, ale proszę cię, odejdź od krawędzi.
-Dobrze.-powtórzyła i tym razem posłuchała rady, stanęła przed Klausem i przyglądała się jego tajemniczym oczom, które wpatrywały się w nią jakby była jakąś ciekawą okładką książki, czy pięknymi kwiatami.
-Skąd znasz moje imię?-zapytała i przysiadła na ziemi.
-Nie pamiętasz mnie?
-Nie..-w tym momencie dziewczyna zaczęła wertować kartki swojej pamięci jakby chciała przypomnieć sobie czy znała kogoś o takim imieniu, jednak nic jej się nie nasunęło na myśl.
-Poznaliśmy się w dzieciństwie, można by powiedzieć, że się przyjaźniliśmy, znaliśmy się aż do twojej przeprowadzki z rodzinnego miasta do ciotki po śmierci twoich rodziców. Szkoda, że mnie nie pamiętasz, bo właśnie się tu przeprowadziłem i przez przypadek natrafiłem na ciebie.-chłopak spuścił głowę i zaśmiał się.
-To jesteś ty?-nagle Linsey zaczęła sobie przypominać wszystko co było przed śmiercią jej mamy i taty, a co było tuż po, jak cierpiała z powodu rozstania się z najlepszym przyjacielem i ich wszystkie wspólne chwile.
-Tak to ja we własnej osobie.
-Śmierć moich bliskich była dla mnie tak wielkim szokiem, że chciałam zapomnieć wszystko co było związane z nimi, z miasteczkiem, w którym z nimi mieszkałam i z wszystkim co zdarzyło się przed ich odejściem.-poczuła, że gdzieś jest nadzieja na dobre jutro, że nie dość, że znalazła przyjaciela Chrisa to drugi stary kumpel do niej powrócił.
-Czyli już mnie pamiętasz?-Klaus uśmiechnął się i rozłożył ręce, aby przytulić się po tak długiej rozłące.
-Oczywiście, że tak! Jakbym mogła nie pamiętać tego głupka, który jeździł ze mną nad jezioro, bawił w kowboi i grał w moje przeróżne głupie gry..-blondynka rzuciła się w jego ramiona i tym razem po jej policzku poleciały łzy szczęścia.
Nie przejmowała się tym, że właśnie trwają lekcje i, że znów zostanie upomniana przez dyrektora, teraz liczyło się to, że stoi na dachu z Klausem i jest naprawdę szczęśliwa, chodź przez tą jedną chwilę.

___________________________________

Wróciłam z wakacji i dokończyłam rozdział, który zaczęłam pisać przed wyjazdem. Szkoda, że wolny czas tak szybko leci i znów musimy iść do szkoły, czeka mnie ciężki rok nauki, niestety, ale i tak znajdę czas aby wpaść tu i coś napisać.





 

 
Minął tydzień, Christopher wracał powoli do zdrowia, każdego dnia Linsey myślała o przyjacielu, a jej zły humor potęgowały zaczepki dręczycielek ze szkoły.
Środa zapowiadała się deszczowo, dziewczyna wychodząc rano do szkoły widziała jak jej ciotka namiętnie całuje się z jakimś mężczyzną w kuchni, ten widok nie był dla niej nowością, jednak za każdym razem brało ją obrzydzenie. Wreszcie opuściła dom i szybko popędziła na autobus, kiedy znalazła się pod budynkiem szkoły, usłyszała znajomy śmiech.;
-Gdzie twój Christopher?hm?-Saharon była sama, gdyż reszta jej bandy starała się skombinować jakiś przystojniaków z sąsiedniego miasta na bal.
-Nie twój interes.-Linsey odpowiedziała sucho i szła ciągle w kierunku drzwi.
-Skarbie..od kiedy to się do mnie tak odzywasz?
-Co "gwiazdeczko"? Poczułaś się urażona?-dziewczyna zaśmiała się i lekceważąc groźby, które krzyczała rozzłoszczona bogaczka, weszła do szkoły.
Idąc w kierunku szafki, spostrzegła, że przy drzwiach sali od fizyki stoi rozczochrana Rosalie, która kończy palić papierosa.;
-Co ty tu robisz?! Tu nie wolno palić, to szkoła!-Linsey podbiegła do niej i klepnęła ją w ramie.
-Spoko, spoko..juz kończę.-ona zaciągnęła się ostatni raz i zaśmiała się głośno.
-Co ty tu robisz?-dziewczyna powtórzyła pytanie i zmarszczyła brwi.
-A co nie mogę cię odwiedzić? hm?-brunetka spojrzała na nią i znów wybuchnęła śmiechem.
-Możesz, możesz, ale jakoś nie wierzę w to, że przyszłaś do mnie bez celu..z resztą nie powinnam z tobą gadać..
-Czemu? Co ja ci zrobiłam?
-Mnie nic nie zrobiłaś, ale zraniłaś Christophera, a on jest moim przyjacielem..i jeszcze ten Axl pobił go i teraz leży w szpitalu.-Linsey wzdychnęła głośno i spuściła głowę.
-Wiem, wiem..jestem głupia i pojebana..ranie wszystkich, a później chcę odkupywać swoje winy, piję i ćpam, ale błagam cię..do cholery powiedz mi czy Chris z tego wyjdzie i co mu jest?-po policzku jej popłynęły łzy, a sama dziewczyna nie wiedziała co ze sobą zrobić, czuła się winna krzywdy chłopaka.
-Tak jesteś głupia, ale widzę, że ci zależy na Christopherze, ale gdybyś go kochała nie byłabyś z Axlem..dla twojego zdrowia psychicznego i fizycznego.-w tym momencie blondynka chwyciła ręce Rosalie, podwinęła rękawy jej bluzki, a ich oczom ukazały się nowe rany na nadgarstkach.-..powiem ci, że Christopher ma dość poważny uraz głowy, ale powinien z tego wyjść, a teraz mam prośbę, idź sobie i nie wracaj tutaj nigdy.
-Dziękuję ci..wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć, jeśli będziesz miała jakieś problem to powiedz mi ja ci pomogę, dobrze nie będę tu wracać..zresztą sama nie jestem tu bezpieczna, muszę iść, żegnaj.
Linsey nie potrafiła zrozumieć czemu była dziewczyna Chrisa nie jest bezpieczna w szkole i czemu jej znów na nim zależy, czuła się bezradna w tej dziwnej sytuacji.
-Zadajesz się z ćpunkami?-nagle zza rogu wyłoniła się rozbawiona postać Zoe, która kończyła jeść jabłko.
-Zaczęło cię nagle znów interesować z kim się zadaję?
-Wiesz..jednak zadając się z taką osobą popada się w różne nałogi i chyba nie chcesz wpaść w to bagno?-dziewczyna nie dawała za wygraną i chciała porozmawiać z blondynką, która wcale nie miała ochoty na to żeby ktoś się nad nią użalał i mówił co jej wolno.
-Moje życie jest już jednym wielkim, kurewskim bagnem więc nie wiem co ci do tego..proszę cię, idź do tej twojej Sharon..dzisiaj nie ma jej bandy to może poświęci ci trochę swojego czasu być mogła z nią pogadać, ja nie mam na to ochoty.-Linsey burknęła i odeszła, Zoe nie mogła się nadziwić jak przez ten czas zmieniła się jej koleżanka, wcześniej była dla wszystkich miła i zawsze chciała rozmawiać, a teraz stała się obca i chłodna. Dręczona dziewczyna nie czuła się dobrze, zachowując się tak w stosunku do osoby, która zawsze jej pomagała, jednak nie miała innego wyjścia niż ignorować innych, aby nie robić sobie nadziei, a później cierpieć.

  • awatar triste pour toujours: Świetny rozdział :) Mam nadzieje że Chris wróci do zdrowia i nie będzie żadnych komplikacji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rosalie i Christopher siedzieli w opuszczonym dworcu i popijali piwo, nagle romantyczny moment, w którymi mieli się znów pocałować, przerwał chłopak, który wparował do pomieszczenia z wielkim hukiem.;
-Rosalie?!-wysoki brunet w długich włosach zaczął krzyczeć, a w jego oczach był szał.
-Axl..ja ci to wyjaśnię..proszę.-dziewczyna odepchnęła od siebie Christophera i zaczęła płakać.
-O co w tym wszystkim chodzi!? Ku*wa!? Co myślałaś, że znów będę twoją zabawką?
-Chris..przepraszam cię, ale mam do ciebie słabość.-Rosalie czuła się okropnie nie chciała ranić osób, które kocha, jednak nie potrafiła wybrać.
-A ty gówniarzu! Co ty sobie myślisz? Ona jest od ciebie starsza i myślisz, że będzie chciała być z takim dupkiem jak ty?-Axl podszedł do swojej dziewczyny i pocałował ją namiętnie w usta.
-Wiesz..nie będę z siebie robił idioty..ty jesteś popierdolona..nie liczy się dla ciebie to o czym cały dzień rozmawialiśmy?!-chłopak w lokach czuł w środku pustkę, znów zaufał nie tej osobie co trzeba.
-Wiesz..on ma rację jesteś za młody, on mi da to czego pragnę.-przygryzła usta i otarła z policzków resztki rozmazanego tuszu.
-Dragi?-Christopher spojrzał prosto w oczy brunetce i rzekł drwiąco.
-Co ty robisz!?-Axl rzucił się na bezbronnego byłego chłopaka jego dziewczyny i przyszpilił go do ściany.
-Mógłbym cię zabić tu i teraz, ale nie chcę mieć problemów z policją.-jego ręka była zaciśnięta na szyi i mocno wbijał palce w skórę zostawiając ślady.
-Zostaw go chodźmy..-Rosalie chwyciła długowłosego chłopaka za skórzaną kurtkę i szarpnęła do tyłu.
-Zostaw mnie!-nie wzruszyły go jej słowa i tylko zamachnął się ręką, uderzając z całej siły w twarz Christophera. Chłopak powoli osunął się na ziemię i stracił przytomność.
-Co ty zrobiłeś!?-dziewczyna zaczęła krzyczeć i płakać.
-Chodź..kochanie wszystko będzie dobrze, pamiętaj ja byłem zawsze nie to co on.-Axl podszedł do niej i mocno ją objął w pasie, a później pocałował w czoło.
-Pamiętaj to ja cię chronię przed Carlem i resztą..-dodał i pociągnął ja za rękę. Zignorowali to, że zostawili krwawiącego chłopaka i odjechali na motorze.
Christopher obudził się z wielkim bólem całego ciała i dopiero po dłuższej chwili przypomniał sobie co się stało. Jego nos był przekrzywiony i na całej twarzy miał krew, a z tyłu głowy widniała wielka rana.
-Kurde..jestem taki naiwny.-powoli wstał z ziemi i otrzepał się z kurzu.
Czuł się okropnie, na nowo poczuł, że kocha Rosalie, ale zapomniał o tym, że ona zostawia i rani. Nadal czuł, że bez niej nie może żyć, a kiedy już byli razem, było mu z nią tak dobrze, jednak ona wszystko musiała zniszczyć, nie chciał jej znać. Spacerując po ciemku do domu, starał się zapomnieć, ale on ciągle się wzruszał i miękł na wspomnienie jej twarzy, wiedział, że jest słaby i będzie za nią tęsknił jeszcze bardziej.
Kiedy dotarł do domu, przemknął szybko przez długi korytarz i udał się do swojego pokoju. Wyciągnął z kieszeni komórkę i kiedy ją włączył, zorientował się, że Linsey dzwoniła do niego ponad dziesięć razy, bez wahania wybrał do niej numer, gdyż sam chciał się komuś wygadać.;
-W końcu odebrałeś! Już się zaczęłam martwić!-pierwsza odezwała się dziewczyna i zdawałoby się, że jest szczęśliwa.
-Cześć..-Christopher po chwili ciszy odpowiedział i pociągnął nosem.
-Ej co jest?!-ona od razu wiedziała, że coś jest nie tak.
-Mógłbym powiedzieć, że wszystko jest dobrze, ale po co mam kłamać..skoro jestem w totalnej rozsypce i nie wiem jak się pozbieram..przepraszam, że cię dręczę moimi problemami..
-Mogę przyjść do ciebie?-Linsey starała się kierować instynktem, chciała zrobić to, czego pragnęła aby ktoś zrobił gdy jest smutna.
-Nie wiesz gdzie mieszkam..-chłopak podszedł do okna i ze zdumienia upuścił telefon.
Przed domem stała Linsey, owinięta w długi biały sweter, Chris od razu zbiegł na dół.
-Co ty tu robisz?!-uśmiechnął się i przytulił swoją przyjaciółkę, która jako jedyna potrafiła do pocieszyć w takich sytuacjach.
-Jestem tu od dłuższego czasu..czekałam na ławce aż wrócisz i kiedy zobaczyłam w końcu, że jesteś już w domu to stwierdziłam, że spróbuję zadzwonić jeszcze raz, ale wtedy patrzę, a tutaj ty dzwonisz.-uśmiechnęła się i poklepała go po plecach.
-Chodźmy do góry..-Christopher zaprosił ją do siebie, jak najciszej przemknęli przez dom i udali się do jego pokoju.
-Kto cię pobił?-dziewczyna starała być jak najbardziej miła dla swojego zrujnowanego przyjaciela.
-Taki jeden dupek..nieważne.-podszedł do lusterka na szafie i przejechał ręką po skrzywionym nosie.
-Christopher! Przecież ty masz rozciętą głowę!-nagle Linsey ujrzała wielką ranę na głowie chłopaka.
-Nieważne..-on tylko machnął ręką i wzdychnął.
-Jeszcze raz zapytam..kto ci to zrobił? Nie pamiętasz jak mnie dziewczyny popchnęły na drzwi? Kazałeś mi się tłumaczyć, a ja widzę, że to co się tobie stało jest o wiele poważniejsze.
-Axl.-po długim namyśleniu Chris rzekł i mocno zacisnął pięści.
-Kto to jest?-ona skojarzyła to imię z wokalistą jej ulubionego zespołu i strasznie dziwiła się, gdyż jeszcze nie spotkała żadnej osoby o tym pięknym imieniu.
-Chłopak Rosalie..
-Czemu jesteś smutny?
-Kur*a..rozumiesz to, że Rosalie mówiła mi dzisiaj, że mnie kocha..całowaliśmy się i było mi z nią tak dobrze..tęsknie za nią, nie potrafię bez niej żyć. Było tak pięknie i przyszedł ten dupek Axl i ona wolała jego..-Christopher uśmiechnął się i starał powstrzymać płacz.
-Nie wstydź się łez..-Linsey uśmiechnęła się, a po jej policzku popłynęła łza, była ona strasznie wrażliwa na krzywdę bliskich jej osób. Po tych słowach nastała błoga cisza, obydwoje siedzieli i wpatrywali się w swoje smutne oczy jakby widząc w tym pocieszenie. Nagle chłopak syknął cicho z bólu i skrzywił usta.
-Co jest?
-Nic nic..
-Mów!
-Brałem.-kiedy dziewczyna usłyszała to jedno słowo, poczuła jakby skoczyła z wielkiego wieżowca i uderzyła o ziemię.
-Jak to?! Jak mogłeś..zniszczysz sobie tym życie.
-Byłem z Rosalie i z nią zawsze to robiłem..-po tych słowach Christopher upadł na ziemię z wielkim hukiem.
-Żyjesz!?-ona szybko zareagowała i zaczęła uderzać go lekko po policzkach, jednak on nie odpowiadał. Zdecydowała się iść po pomoc do jego rodziców, chociaż niezręcznie się czuła będąc w nocy w czyimś domu, wiedziała, że to dwuznacznie będzie wyglądać. Prędko wpadła do sypialni i zaczęła histerycznie krzyczeć.;
-Kim jesteś!?-pani Elena prawie dostała zawału, a pan Michael nawet się nie obudził.
-Jestem Linsey..przyjaciółka pani syna, a teraz potrzebujemy pomocy..został pobity, spotkałam go i odprowadziłam tutaj..on leży na ziemi i nie odpowiada proszę dzwonić po karetkę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przed szkołą panowało jedno wielkie zamieszanie. Z budynku wyparowała grupa rozwścieczonej i rozbawionej młodzieży, która taranowała wszystko na swojej drodze. W końcu koniec roku coraz bliżej, nie mogli już wytrzymać i kiedy dzwoniły ostatnie dzwonki w piątki, uczniowie przypominali dzikie zwierzęta.
Christopher siedział na ławce pod wielkim rozłożystym drzewem i czekał na swoją przyjaciółkę, nagle ujrzał grupę dziewczyn, którym każdy schodzi z drogi.
Domyślał się, że to właśnie te "gwiazdy" gnębią Linsey. Nie chciał od razu do nich pójść, chciał aby ona przyszła i wszystko się wyjaśniło. Po pięciu minutach zobaczył, że po drugiej stronie ulicy stoi zdyszana blondynka, która uśmiecha się i macha do niego. Kiedy do niego podeszła, ten wstał z ławki i się przytulili na przywitanie.;
-Czeeść.-dziewczyna powiedziała i spojrzała na chłopaka, który stał i przyglądał się jej szkole.
-No cześć..w szkole nie byłaś?-Christopher zmarszczył brwi i wskazał palcem na budynek.
-Nie.-odpowiedziała cicho i spuściła wzrok.
-Opowiesz mi później czemu nie byłaś, ale za to teraz mi powiesz gdzie byłaś!-brunet uśmiechnął się i zaśmiał.
-A właśnie..byłam w parku i nie zgadniesz kogo spotkałam.-Linsey przypomniała sobie o jej spotkaniu z Rosalie.
-Nie mów mi, że tą dziewczynę, która założyła czerwone buty do zielonej torebki? Nie?-Chris zaśmiał się i starał udawać plotkującą dziewczynę.
-Ej no..chodzi mi o to, że nie uwierzysz mi w to.
-No to mów kto to był? Hm?
-Twoją dziewczynę..-po chwili ciszy rzekła i spojrzała na jego zamyśloną twarz.
-Ekhem..byłą.-odwrócił się do niej plecami i głośno wzdychnął.
-tak, tak..
-A czego chciała?-spojrzał na nią przez ramię i włożył ręce do kieszeni.
-Powiedziała żebyś przyszedł dzisiaj na opuszczony dworzec..-Linsey starała się nawiązać z nim jakiś kontakt wzrokowy, jednak jego oczy błądziły gdzieś daleko.
-Rozumiem..mam do ciebie prośbę.-powiedział i wyciągnął z kieszeni komórkę.
-Tak?
-Nie spotykaj się z nią więcej..dobrze?-Christopher nie chciał aby jego przyjaciółka, którą stara się podnieść na duchu, popadła w te same nałogi co jego była dziewczyna.
-Dobra..-Linsey w duszy obiecała sobie, że i tak spotka się z Rosalie.
Nagle usłyszeli głupi śmiech grupki pustych dziewczyn, które szły w ich stronę.
-To one.-szepnęła i zacisnęła pięści.
-Ej, jestem tu i nie pozwolę aby ci coć zrobiły.-brunet zaśmiał się i schował telefon.
-Witam moją piękną przyjaciółeczkę!-Sharon zmierzyła wzrokiem swój cel, który zamierzała zmieszać z błotem, a później przeniosła się na przystojnego chłopaka, który stał tuż obok.
-Przepraszam, ale słodziaku czy ty wiesz obok kogo stoisz?-zaśmiała się głośno, a po chwili odezwały się inne dziewczyny.
-Tak pusta blondynko..stoję obok Linsey, najfajniejszej osoby w tej szkole.-Chris posłał spojrzenie jego gnębionej przyjaciółce i uśmiechnął się.
-Ohh..widzę, że należysz do bandy nieudaczników, którzy bronią bydła. Proszę cię przystojniaczku..nie marnuj się z tą słoniną, nie zechciałbyś wyjść gdzieś z nami? My jesteśmy na lepszym poziomie i tylko z nami możesz się dobrze bawić.-smukła dziewczyna chwyciła chłopaka za koszulkę i przygryzła wargę.
-Jesteś głucha? Myślisz, że kręcą mnie bogate laski, które wyrywają facetów na skąpe spódniczki i buty na wysokim obcasie?-on ją odepchnął i spojrzał na grupkę dziewczyn, które stały tuż za nią i z otwartą buzią przysłuchiwały się każdemu słowu, które padało z ust bruneta.
-Uwierz mi złotko..jeszcze mnie zapragniesz!-Sharon krzyknęła głośno i wysłała chłopakowi całusa, a po chwili podeszła do zmieszanej blondynki, która stała obok i przypatrywała się całemu zdarzeniu.
-Śmieszy cię to gruba?-syknęła i popchnęła ją do tyłu.
-Co ty sobie wyobrażasz!?-Christopher także odepchnął zadufaną dziewczynę i pomógł wstać swojej przyjaciółce.
-Co ty sobie wyobrażasz! Przyszedłeś tutaj i myślisz, że ją obronisz? A nie zapomniałeś czasem, że nie uczysz się w naszej szkole i, że istnieje takie coś jak przerwa i wtedy będziemy miały bezpośredni kontakt z naszą kochaną słoninką?-wyszczerzyła swoje białe zęby i spojrzała brunetowi prosto w oczy.
-Nie wiecie też o tym, że mam też innych znajomych w tej szkole?-jednak on się nie poddawał i za wszelką cenę chciał pokazać, że potrafi się postawić.
-I tak ci to nic nie pomoże kochana świnko!-dziewczyny zaczęły powoli oddalać się od miejsca, w którym stały gdy nagle Michelle odwróciła się i zaczęła się szyderczo śmiać.
-Ej świnko! Nie zapomnij się stawić w poniedziałek u dyrki..pytała się dzisiaj o ciebie!-szatynka pokazała jej niemiły gest i wszystkie wsiadły do sportowego auta, które podjechało pod plac szkolny.
-Christopher..przepraszam cię, ale muszę iść.-dziewczyna burknęła i pokierowała się w stronę przystanku.
-Ej..czekaj.
-Czego jeszcze chcesz?-Linsey stała się niemiła i jedyna rzecz, o której myślała o to, żeby być sama.
-Co do moich znajomych w szkole..-chłopak zaczął mówić, a nagle dziewczyna mu przerwała.
-Tak wiem, wiem, że tak naprawdę ci przyjaciele nie istnieją i, że powiedziałeś to żeby pokazać moim gnębicielką, że juz nic mi nie zrobią.
-Nie..czekaj!-złapał ją za rękę i uśmiechnął się.
-Co?-zapytała sucho i spuściła wzrok.
-Mam przyjaciela. Nazywa się Taylor..
-Dobra, dzięki..ja idę.-blondynka wzruszyła ramionami i wyrwała rękę z uścisku chłopaka i pobiegła przed siebie. Christopher został sam i nie wiedział co zrobić. Zaczął ponownie martwić się o swoją przyjaciółkę, której starał się pomóc. Myślał ciągle o swojej byłej dziewczynie Rosalie, za którą tęsknił pomimo, że go bardzo zraniła. W końcu nie mógł wytrzymać natłoku myśli i stwierdził, że przejdzie się na stary dworzec. Spacerował dość długo i kiedy znalazł się na miejscu uśmiechnął się sam do siebie, do głupich wspomnień.
Przed oczami miał budynek w opłakanym stanie, ze ścian zeszła cała farba i zastąpiło ją graffiti, dach dawno zapadł się i będąc w ruinach można było oglądać niebo. Chłopak przeszedł parę metrów i jego oczom ukazały się stare tory, które porosły wielkie chwasty. Podszedł do miejsca gdzie powinny znajdować się drzwi i przyłożył rękę do jednej ze ścian.;
-Christopher? Już?-nagle zza rogu wyłoniła się postać rozczochranej Rosalie, która przypatrywała się burzy loków na głowie jej byłego chłopaka i jego pięknym oczom. Wiedziała, że go juz nie odzyska i to uczucie zżerało ją od środka.
-Co ty tu robisz?-on spojrzał na nią i poczuł w sercu ból.
-Głupio się pytasz, a to raczej ja powinnam się ciebie o to zapytać.-dziewczyna otrzepała koszulkę i rzuciła w kąt pustą butelkę po coli.
-Co..nie można już odwiedzić starych kątów?-starał się ją ignorować, jakby jej tam nie było, jakby jej nie znał. Przeszedł próg i udał się do pomieszczenia, w którym kiedyś znajdowała się stara sofa, na której często przesiadywał.
-Liczyłam, że przyjdziesz wieczorem. Albo, że nie przyjdziesz wcale.-Rosalie podążyła za nim i wskazała palcem na piękne graffiti na ścianie.
-Nie obchodzisz mnie już.-burknął i przyjrzał się dziełu.
-Ty mnie też, ale wiem, że obchodzą cię dragi.-uśmiechnęła sie szyderczo i wyciągnęła z kieszeni woreczek z narkotykami.
-Myślisz, że znów mnie pociągniesz na dno? Nie możesz być ze mną i chcesz abym przedawkował tak!? Kończę dopiero gimnazjum i nie mam zamiaru stać się ćpunem takim jak ty!-Christopher popadł w szał i zaczął krzyczeć.
-A ty myślisz, że mi jest łatwo!? Nikt nie wyciągnie do mnie dłoni..nikt. Kiedy mnie zostawiłeś popadałam w coraz gorszy nałóg, to było tak niedawno. Myślisz, że chce twojej śmierci!? Debilu ja cię kocham!-w tym momencie wszystko było jasne, obydwoje siebie pragnęli i czekali tylko na chwilę, w której znów się połączą.
-Rosalie..-chłopak podszedł do dziewczyny, ujął jej twarz w dłonie i lekko musnął jej usta.
-Weźmy chociaż troszkę.-powiedziała i odwzajemniła pocałunek.
-Dobrze, ale najpierw cię pocałuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Linsey nie chciała już wracać na lekcje, była cała mokra i zapłakana. Kiedy opuściła budynek szkoły, udała się do pobliskiego parku, gdzie mogła spokojnie usiąść i przemyśleć wszystko. Przyglądała się wysokim drzewom i pięknym kwiatom, które dodawały uroku zieleni. Na gałęziach siedziały ptaki, które śpiewały i trzepotały skrzydełkami, a czasem można było ujrzeć uradowaną wiewiórkę, która wspinała się po pniu. Przyglądanie się tym małym stworzeniom, dawało dziewczynie chwilę szczęścia. Stała na środku ścieżki i przypatrywała się pięknemu ptaszkowi, który miał żółty brzuszek, nie przejmowała się już tym, że ludzie, którzy ją mijają, rzucają niemiłe komentarze i starają się ją omijać szerokim łukiem. Po długim zadumaniu nad pięknem małego, skrzydlatego ptaszka, usiadła na ławce i wyciągnęła z plecaka telefon. Popatrzyła chwilę na ekran, weszła w kontakty zatrzymując się na "Christopher", uśmiechnęła się do siebie i schowała komórkę. Od kiedy poznała Christophera, zaczęła czuć, że pomimo tylu przeszkód może być szczęśliwa.;
-To ty jesteś Linsey?-nagle usłyszała głos nieznajomej dziewczyny, zwróciła głowę w prawą stronę i jej oczom ukazała się wysoka szatynka.
-Tak..skąd mnie znasz?-odpowiedziała nieśmiało.
-Mogę usiąść?-dziewczyna wyciągnęła z kieszeni papierosa i go odpaliła, wyglądała na zbuntowaną nastolatkę. Miała na sobie czarne podarte rajtuzy i szorty, na koszulce widniał wizerunek Marilyna Mansona, a na nogach spoczywały ubrudzone glany.
-Czemu nie..-odpowiedziała i odwróciła głowę w drugą stronę.
-Dzięki..jestem Rosalie.-nieznajoma przedstawiła się i wyciągnęła dłoń w stronę Linsey.
-Chyba ty już wiesz jak mam na imię..
-Oj wiem, wiem..-Rosalie zaśmiała się i oparła łokcie o oparcie ławki.
-skąd mnie znasz?-Linsey powtórzyła pytanie i odpędziła ręką dym papierosowy.
-Chris.
-Co Chris?-dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Christopher..-szatynka zaśmiała się i mocno zaciągnęła papierosa.
-Co Christopher?-jednak ona nadal nie wiedziała co ta zbuntowana dziewczyna ma wspólnego z jej przyjacielem, które niedawno poznała.
-Ee..nie mów mi, że nie opowiadał ci o mnie?
-Kim ty dla niego jesteś..dziewczyną? siostrą?-zapytała i głośno wzdychnęła.
-Dziewczyną..ekhem..przepraszam byłą dziewczyną.-Rosalie uśmiechnęła się i położyła dłoń na ramieniu Linsey.
-Mówił co o mnie coś?-dodała rozglądając się dookoła.
-Nie wiem czy będzie to dla ciebie miłe..więcc..-dziewczyna nie chciała obrażać nowo poznanej koleżanki, gdyż bała się jej wpływów w towarzystwie.
-Mów, mów..-wydawałoby się, że nic ją nie wzrusza, jednak z zapartym tchem czekała na odpowiedź.
-Powiedział mi, że go bardzo zraniłaś..-po chwili milczenia Linsey w końcu rzekła.
-Ahh..Powiedz mi złotko..kiedy się z nim spotykasz?-Rosalie westchnęła i wyprostowała się.
-Dzisiaj..ma przyjść pod moją szkołę..-blondynka odpowiedziała cicho i zaczęła bawić się kwiatuszkiem, który rósł obok ławki.
-Mam do ciebie prośbę. Powiedz mu żeby zjawił się w opuszczonym dworcu dzisiaj..wydajesz się być spoko dziewczyną, radzę ci uważać.
-Na co mam uważać?-Linsey spojrzała na rozbawioną dziewczynę i dopiero teraz ujrzała, że jej źrenice są jak główka od szpilki.
-Narkotyki..-Rosalie przybliżyła się do niej i odsłaniając włosy, wyszeptała.
-Nie jestem aż taka głupia..-odpowiedziała i odsunęła się lekko.
-Kochanieńka, co tam masz pod bandażem..o a co to za blizny? Nie okłamujmy się, że się nie tniesz, niestety ja nie uwierzę w bajeczkę o groźnym psie czy kocie.
To także moja bajka.-dziewczyna zaśmiała się i odwróciła ręce ukazując liczne ślady po bliznach.
-Nie wiesz czemu to robię..to moja sprawa..-Linsey zacisnęła zęby, a po jej policzku spłynęła łza.
-Proszę..możesz mi powiedzieć.
-Nie widzisz..nie domyślasz się?-pokazała na siebie i na jej nogi.
-Prześladują cię?-Rosalie wyciągnęła z kieszeni następnego papierosa.
-Mhm..
-Chcesz fajkę?-szatynka sięgnęła do kieszeni i zaczęła czegoś szukać.
-Głupio się pytasz..
-Czyli tak?-zaśmiała się głośno.
-Nie!-Linsey krzyknęła i odtrąciła dłoń dziewczyny.
-Dobra, dobra już nie krzycz tak..głowa mnie boli.-burknęła i chwyciła zapalniczkę.
-Przepraszam..
-Jesteś strasznie miękka i słaba..
-Wiem.-zakompleksiona dziewczyna nie potrafiła spojrzeć prosto w oczy wysokiej i ładnej Rosalie, która była strasznie pewna siebie.
-Widzisz..gdybym ja też była taka jak ty..to dawno bym leżała na pobliskim cmentarzu..uwierz mi mała moje życie nie jest usłane różami.
-A myślisz, że moje jest?-Linsey poczuła jakby sobie z niej kpiła.
-No proszę..opowiedz mi czemu twoje życie jest takie okrutne?
-Rodzice nie żyją..mieszkam z nadzianą ciotką, która ciągle sprowadza do domu nowych mężczyzn..wszyscy się ze mnie nabijają, często przychodzę ze szkoły pobita..spójrz na mnie..widzisz bliznę na policzku? Popchnęły mnie na drzwi. Spójrz na moje ubrania i włosy..jestem całą morka..oblały mnie wodą. Mam za sobą próbę samobójczą i bardzo często żałuję, że ona się nie powiodła. A tak w ogóle to przepraszam cię..wiem, że dla ciebie to nic, ale ja już nie wytrzymuję.
-No za kolorowo to nie masz..-Rosalie wzruszyła ramionami, jej wzrok był tępy i ciągle wpatrywała się w jedno miejsce.
-A ty?
-No od czego by tu zacząć.-dziewczyna zaśmiała się i założyła nogę na nogę.
-To tak..moi rodzice byli alkoholikami i ćpunami..no jak się domyślasz umarli. Mieszkam z wujem w niewielkiej kawalerce, nie jest kolorowo. Jeffry także dużo pije i ćpa..we wszystkich pokojach panuje jeden wielki syf, po podłodze walają się puste woreczki po narkotykach i strzykawki. Wiesz..myślę sobie, że i on niedługo przedawkuje i zostanę z tym całym cholerstwem sama..-starała się ukryć smutek, jednak było widać, że kiedy opowiada o swoim nędznym życiu, jej oczy robią się szklane, a ręce zaczynają drżeć.
-Współczuję ci..wiem, wiem pewnie myślisz, że ja nic nie rozumiem, że mam ułożone życie i tak dalej..nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze, bo wiem, że te słowa tak na prawdę tylko pogarszają sytuację..-Linsey spojrzała na zadumaną dziewczynę i poczuła, że chciałaby jej pomóc, tylko nie wiedziała jak.
-Wydajesz się być spoko. Wszyscy, którym opowiadam moją "historię" albo się ze mnie śmieją bo w życiu mają gorzej, albo traktują mnie pięknymi słowami "wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się".-Rosalie uśmiechnęła się i poklepała towarzyszkę po ramieniu.
-Bierzesz coś?
-Rzadko, ale mi się czasami zdarza..jak już to kradnę trochę towaru wujowi..Jeffrey i tak jest tak nachlany, że nie wie co się dzieje..-szatynka zaczęła uderzać palcami o ławkę w rytm pewnej melodii i cicho nucić coś pod nosem.
-Chciałabym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
-Kochana, nie da mi się pomóc.-nagle telefon Linsey zaczął wibrować, a na ekranie ukazało się przypomnienie o spotkaniu z Christopherem.
-Wiesz..przepraszam cię, ale zupełnie wypadło mi z głowy, że mam się spotkać twoim chłopakiem..jakkolwiek dziwnie to brzmi..
-Ekhem..byłym chłopakiem.-Rosalie zaśmiała się i przejechała ręką po swoich długich włosach.
-Wiesz Linsey..mówiłam ci już, że jesteś spoko?-dziewczyna ciągle powtarzała różne zdania, a sama nie miała o tym pojęcia.
-Tak, tak..mówiłaś mi..Rosalie ja muszę lecieć.-blondynka wstała z ławki i wyciągnęła dłoń na pożegnanie do poznanej dziewczyny, która okazała się być tak samo jak ona cierpiącą osobą.
-Spotkamy się jeszcze?-ona jeszcze siedziała na ławce i wciąż spoglądała tępo przed siebie, jakby nad czymś poważnie rozmyślała.
-Oczywiście, że tak..żegnaj.-była dziewczyna Christophera nie odwzajemniła gestu pożegnania i nie podała dłoni. Linsey biegła pod szkołę na spotkanie z przyjacielem i ciągle rozmyślała nad sensem dzisiejszego spotkania. Poznała osobę, która była dla niej miła, która wiedziała przez co ona sama przechodzi, jednak nie pojmowała tego czemu Chris określił, że Rosalie go tak bardzo zraniła i czemu ona chce się dziś z nim spotkać.

_________________
To już 4 rozdział "Tej innej", mam nadzieję, że chociaż jedną osobę ciekawi moje opowiadanie. Wiem,że popełniam liczne błędy, ale nie miejcie mi tego za złe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwsze lekcje były udręką dla klasy 3A, wszystkie nauczycielki pod koniec tygodnia dawały im niezły wycisk. Kiedy skończyła się lekcja polskiego Linsey udała się w stronę szafki, aby wyciągnąć z niej książki na matematykę. Na korytarzu było dość tłoczno i ciężko było dostać się gdziekolwiek. Nagle zadzwonił jej telefon, prędko chwyciła komórkę i pobiegła do toalety. Gdy już znalazła się w łazience mogła swobodnie rozmawiać.;
-Hej, to ja!-usłyszała znajomy głos Christophera.
-Cześć..czemu dzwonisz?-musiała mówić dość głośno, gdyż hałasy dochodzące z korytarza przeszkadzały jej w rozmowie. Jedną ręką zasłaniała ucho by cokolwiek zrozumieć, a drugą przytrzymywała komórkę.
-A co przyjaciel nie może tak po prostu zadzwonić zapytać jak się czujesz?-zaśmiał się.
-Nigdy nie miałam przyjaciela..i nikt nigdy do mnie nie dzwonił w takiej sprawie.-ściszyła swój ton głosu, ponieważ obawiała się, że ktoś znajduje się w kabinie i może podsłuchać jej rozmowę, a przez to będzie miała kolejne nieprzyjemności. Niestety jej obawy się spełniły, z ostatniej kabiny usłyszała odgłos spuszczanej wody, a po chwili wyszła z niej Sharon.
-Kogo ja tu widzę! Przyszłaś przypudrować nosek?-dziewczyna uśmiechnęła się złowrogo.
-Czekaj Chris..muszę kończyć..-Linsey chciała zakończyć połączenie, jednak pech chciał, że jednak się nie rozłączyła. Wrzuciła do plecaka telefon, a Christopher mógł słyszeć wszystko o czym rozmawiają.
-O proszę! Tłuścioszek znalazł sobie drugą świnkę! Jak to ty powiedziałaś? Chris? Pewnie jest tak piękny jak ty..-Sharon podeszła do niej i lekko ją popchnęła. Ona lubiła się znęcać nad innymi, czuła z tego satysfakcję i nie widziała nic złego.
-Przestań..
-Z czym przestać? Pogódź się z prawdą..ah kochanieńka nie zapomnij o tym, że już niedługo impreza na zakończenie gimnazjum..Może przyjdziesz z tym twoim Chrisem? Wiesz, że ja lubię dużych chłopców.-dziewczyna podeszła do lusterka i wyciągnęła z torby czerwoną szminkę i mocno przejechała nią po ustach. Kiedy skończyła się malować podeszła do Linsey, która stała w koncie i maznęła jej szminką po czole.
-No i od razu lepiej wyglądasz.-wyszczerzyła zęby i wyszła z toalety. Biedna dziewczyna ciągle pozwalała sobie na takie traktowanie i nie potrafiła sama temu zapobiec. Czuła, że nie ma już siły i znów zaczęła w głowie układać plan samobójczy. Kiedy Sharon przypomniała jej o balu nie wiedziała co zrobić, czy się popłakać czy wybuchnąć gniewem. Z trudem powstrzymując łzy spojrzała w lustro i westchnęła głośno. Odkręciła kran i zaczęła zmywać wielką czerwoną kreskę z czoła. Nie mogła już wytrzymać i poroniła kilka łez, a one przerodziły się w cichy szloch. Zaczęła przeszukiwać plecak aż w końcu znalazła to czego szukała, żyletkę. Chwyciła ją w palce i przejechała nią raz po nadgarstku. Minęła pięciominutowa przerwa, a Linsey nadal siedziała w toalecie. Nastała cisza, którą przerywała woda płynąca w rurach, w pewnym momencie zadzwonił telefon, a na ekranie komórki wyświetlił się Christopher. Dziewczyna z trudem odebrała połączenie i starając się ukryć łzy przywitała się.
-Cześć, czemu znów dzwonisz?
-Cześć!?-był strasznie oburzony.
-Czemu jesteś zły?-zapytała chodź znała powód, ale nie chciała tego dać znać po sobie.
-Słyszałem wszystko, płakałaś..-jego ton głosu strasznie się zmienił, począwszy był wściekły i krzyczał, a teraz mówił łagodnie i cicho.
-Zdawało ci się..-Linsey poczuła jak rana na nadgarstku coraz bardziej ją piecze, odwróciła głowę w drugą stronę i starała się o tym nie myśleć.
-Nie jestem głupi..A czemu teraz nie jesteś na lekcji?
-Bo pani zachorowała..-na szybko wymyśliła jakiś argument i starała się być jak najbardziej wiarygodna w tym co mówi.
-Wiem, że jesteś w toalecie. Nie kłam, wiem co się stało..nie rób sobie krzywdy i pamiętaj za trzy godziny będę u ciebie pod szkołą, a teraz wracaj na lekcje..ja też już muszę..kolega po mnie przyszedł. Cześć.-ostatnie słowa wypowiedział niewyraźnie i cicho, gdyż zjawił się Martin, przyjaciel Christophera, którego wysłała nauczycielka aby wrócił na lekcję.
Dziewczyna wstała z ziemi i spojrzała ponownie na swój nadgarstek, rana nie była głęboka, a mimo to krew ciągle leciała i leciała. Znów odkręciła wodę w kranie i z wielką trudnością podłożyła pod strumień rękę, wszystko ją bardzo piekło.
Po tym jak obmyła ranę wyciągnęła z plecaka bandaż, który zawsze przy sobie nosi , obwinęła nim rękę i szybko pobiegła na lekcję. Kiedy weszła do sali nauczycielka spojrzała na nią piorunującym wzrokiem i kazała jej stanąć na środku sali. Zaczęła ją wypytywać o to gdzie była przez połowę lekcji i o jej rękę. Linsey wytłumaczyła, że wyjmując książki, walnęła się mocno ręką o szafkę i była u pielęgniarki. Pani pomimo swojego ciężkiego charakteru, uwierzyła nastolatce i pozwoliła jej wrócić do ławki, choćby na ostatnie 10 minut lekcji. Kiedy dziewczyna usiadła na swoje miejsce, zwróciły się do niej znajome twarze, Sharon i Michelle.;
-Jeśli piśniesz chociaż słówko..pamiętaj jest już po tobie..-klasowa piękność bała się, że przez to co zrobiła może mieć kłopoty.
-Wiem.-Linsey nieśmiało odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-Oo..widzę, że się szybko uczysz.-Michelle uśmiechnęła się szyderczo.
-Ja wiem, że jeśli komuś powiem będę miała kłopoty..ale co jeśli się dowiecie, że ktoś słyszał całą naszą rozmowę?-dziewczyna nabrała chwilowej pewności siebie .
-Co ty mówisz?!-Sharon krzyknęła głośno, a wtedy oczy całej klasy i nauczycielki zwróciły się w jej stronę.
-Przepraszam cię młoda damo, ale na lekcji jedynie ja mogę podnosić głos, a tobie polecam zajęcia z psychologiem abyś mogła poskromić swój temperament! Za twój wybryk dostaniesz dodatkową pracę domową!-pani Hernandez bardzo łatwo sie złościła więc i teraz nie popuściła uczennicy.
-Zabije cię za to..-ukarana dziewczyna odwróciła się jeszcze raz do tyłu, w jej oczach było widać nienawiść.
-Hej! Przepraszam czy ty nie rozumiesz co się do ciebie mówi?!-nauczycielka oczywiście to zauważyła i ponownie zwróciła jej uwagę.
-Dobra, dobra..-Sharon podniosła dłonie do góry i wzruszyła ramionami.
Po zadanej pracy domowej uczniowie mogli ponownie wyjść na przerwę. Linsey czuła, że ma przechlapane, więc jak najszybciej udała się do toalety aby przeczekać do następnej lekcji. Siedziała w tym samym kącie kiedy usłyszała skrzypienie drzwi i ujrzała Michelle i resztę paczki.
-No proszę! Taka jesteś odważna!?-Sharon podeszła do niej i zaczęła wrzeszczeć.
-Wiesz ile ja będę nad tymi książkami siedziała?!
-Tłuściochu!-wszystkie dziewczyny śmiały się, a z ich ust leciały różne obelgi.
-Czemu się nie odezwiesz?! Hm? Już nie jesteś taka dzielna jak na lekcji?-Michelle podeszła do niej i kopnęła ją w nogę.
-Zostawcie mnie!-Linsey chciała się wydostać z toalety i uciec gdzieś jak najdalej, ale one jej nie pozwoliły.
-Nie możecie mnie po prosu puścić!?-po jej policzku spływały łzy, a jej dłonie zaczęły się pocić.
-Puścić?-zapytały ironicznie.
-Co..bo jestem grubsza niż wy to znaczy, że będziecie mnie prześladować i nie dacie mi żyć? Chcecie abym się zabiła czy co?-dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.
-Oh..to takie wzruszające..może pójdziesz i wyżalisz się mamusi, która cię tak urządziła..-Sharon nie wzruszyło wspomnienie o samobójstwie.
-Wiesz..moja mama nie żyje, nie wiem czy wiesz..i nie powinnaś jej obrażać.
-O jejku nadajesz się normalnie to Tv show..jesteś gruba twoja mama nie żyje..ehh normalnie będziesz sławna, ale wiesz co stoi na przeszkodzie? Nikt nie polubi tak nudnej i głupiej osoby jak ty!-cała gromadka dziewczyn ciągle nabijała się, a ich ofiara czuła, że zaraz wybuchnie.
Nagle jedna z dziewczyn odkręciła kran i zaczęła oblewać wodą Linsey, a już po chwili cała reszta przyłączyła się do "zabawy".
Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję, dręczycielki zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Dziewczyna w trudem podniosła się z zalanej podłogi i szybko pozakręcała krany, z których ciągle lała się woda.;
-jak ja mam tak iść na lekcję?-spojrzała na swoje przemoczone ubrania i na włosy. Po długich przemyśleniach stwierdziła, że i tak nie ma nic do stracenia. Szła przez pusty korytarz ze spuszczoną głową i cicho szlochała, nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.;
-Zostawcie mnie już! Błagam..nie mam siły!-zaczęła krzyczeć i głośno płakać. Nie mogła tak dłużej żyć, czuła, że powoli zbliża się czas kiedy będzie musiała ze sobą skończyć. Nie chciała tego robić za bardzo kochała świat, ale za to nienawidziła ludzi. Nie odwróciła się, poszła dalej, nie chciała wiedzieć kto znów ją chce obrazić, pragnęła znaleźć się teraz nad rzeką i móc w spokoju marzyć. Kiedy znalazła się przy wyjściu ze szkoły zaczęła się wahać czy nie skoczyć z dachu, ale przypomniało jej się, że za niedługo przyjdzie Christopher. Był on jej jednym pocieszeniem, a to czego się najbardziej bała to, to, że i on okaże się zdrajcą.

____________________________________
Krótkie i niezbyt dobre..niestety tyle spraw na głowie z zakończeniem roku się wiąże, że ledwo znajduje wolną chwilę dla siebie.
  • awatar My imaginary world♥: Boże jak ja nienawidzę takich dziewczyn jak Sharon -.- Tyle idiotów a tak mała kul. Współczuje Linsey. Oby w końcu była szczęśliwa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kiedy Christopher wrócił do domu od razu zadzwonił do Linsey. Dziewczyna szybko odebrała słuchawkę i przywitała się.;
-Cześć.
-Cześć, jak tam policzek?-zapytał z troską.
-Dobrze..-podeszła do lustra i spojrzała na plaster na jej twarzy.
-Czyli co? Mam jutro przyjść po ciebie pod szkołę?
-No nie wiem..-czuła się lekko zmieszana.
-Czyli przyjdę, trzeba coś udowodnić tym dziewczyną!-zaśmiał się.
-No pewnie.
-Co teraz robisz?
-Teraz? Przecież rozmawiam z tobą, a co innego mogłabym robić.-odpowiedziała i weszła po schodach do swojego pokoju.
-hah..no przecież. Jest wcześnie, a nie mieszkamy od siebie za daleko..chciałbym cię zabrać w pewne miejsce. Zgodzisz się?-Linsey była szczęśliwa i nie mogła wypowiedzieć żadnego słowa.
-Jesteś tam?
-Jestem..jestem. Oczywiście, że się zgadzam.-usiadła na łóżku i spojrzała na zdjęcie swoich rodziców, które stało na nocnej szafce. Tęskniła za nimi bardzo, odkąd zginęli nikt jej nie pomaga.
-To przyjadę na rowerze na przystanek, na którym ty powinnaś wysiąść. To do zobaczenia!-pożegnał się i szybko wyjechał z domu. Dziewczyna odłożyła telefon na półkę, wzięła pamiętnik i napisała o tym co się dzisiaj wydarzyło. W jej notatniku opisywała większość dni. Kiedy skończyła już pisać usłyszała trzask drzwi.;
-Ciotka przyjechała..-westchnęła i zeszła na dół. Ciotka nazywała się Gabrielle, była szczupła i stosunkowo młoda. Miała długie brązowe włosy i piwne oczy. Ubierała się w ołówkowe spódnice podkreślające jej figurę i w piękne koszule.
Zawsze chodziła uśmiechnięta, pomimo ciężkiej pracy z biurze. Nie miała męża, co wiązało się z tym, że często różni mężczyźni gościli w jej domu. Tym razem Gabrielle nie była taka wesoła.;
-Linsey! Linsey!!-zaczęła krzyczeć i narzekać, gdy tylko ujrzała siostrzenicę.
-Tak ciociu?-musiała się do niej grzecznie zwracać, aby uniknąć kłótni.
-Pomożesz mi dzisiaj..mam kolację z szefem. A sama wszystkiego nie przygotuję!-kobieta odłożyła torebkę na półkę, ściągnęła szpilki i położyła się na sofie w salonie.
-Ale..ale ja dzisiaj wychodzę!-Linsey sprzeciwiła się.
-Jak to! Trudno odpuścisz sobie..musisz mi pomóc. Moja praca jest ważniejsza od twoich spotkań, ale przecież nigdy z domu nie lubiłaś wychodzić? A teraz co?-nagle zadzwonił telefon Gabrielli. Dziewczyna wykorzystała chwilę nieuwagi ciotki i szybko wybiegła z domu. Starała się iść jak najszybciej, jednak nie mogła, bardzo ją męczył szybki chód. W końcu dotarła na przystanek, na którym czekał już Christopher.;
-Cześć!-wstał z ławki i podał jej dłoń. Ona także się przywitała i razem poszli w stronę rzeki. Musieli przejść przez miasto, aby dostać się w końcu na polną drogę. Był początek czerwca, słońce świeciło dość mocno, a na niebie nie było chmur. Wiał lekki wiatr, a w oddali było już słychać szum rzeki. Szli powoli rozmawiając o wszystkim, zdawałoby się, że są jedną osobą. Dobrze się rozumieli i mieli identyczne gusta. W końcu dotarli na miejsce. W około nie było nikogo prócz kilku drzew i wysokich traw. Rzeka płynęła spokojnie, a w niej dużo ryb.;
-Tutaj przychodzę, aby się odciąć od tego wszystkiego..-Christopher wzdychnął głośno i usiadł na ziemi.
-Ja siedzie w domu..kiedy chcę się odciąć od tego świata..-powiedziała i także usiadła.
-Powinnaś więcej czasu spędzać na dworze..a nie w domu. To szkodzi, nie powinnaś siedzieć tylko w pokoju i słuchać muzyki. Trzeba trochę pospędzać czasu na świeżym powietrzu, jeździć na rowerze, biegać.-uśmiechnął się i położył.
-wiem.-odpowiedziała i rozejrzała się w około. Zrozumiała, że powinna coś z sobą zrobić.
-Tak więc..obiecasz mi, że nie będziesz już sobie nic robiła?-zapytał i przymrużył oczy, gdyż słońce świeciło w ich stronę.
-Postaram się..-odpowiedziała po chwili zamyślenia. Siedzieli tak do zmroku, opowiadali sobie różne historię, które w większości dotyczyły prześladowania Linsey. Christopher natomiast opowiedział jej o swojej dziewczynie, która bardzo go zraniła i, że na razie nie są razem. Kiedy słońce zaszło zaczęły się odzywać świerszcze, grały piękny koncert. Gdzieniegdzie widać było jak małe żabki wskakują do wody, albo jak ptaki wracają do swoich gniazd. Na niebie zaczęły się pojawiać gwiazdy, a, że było bezchmurne niebo wszystko było widać dokładnie. Było cudownie, dziewczyna czuła, że ma przyjaciela, któremu może zaufać. Zastanawiał ją fakt, czemu Chris chciał się z nią zaprzyjaźnić, przecież jest odrażająca i gruba. Ciągle miała też obawy, że to wszystko to jakiś spisek, jednak w tamtym momencie nie liczyło się nic więcej prócz tego, że czuła się wolna. O godzinie 22;00 w końcu zebrali się do domu. Drogę powrotną oświetlała im lampka od roweru i gwiazdy na niebie. Linsey bała się ciemności i nocy, ponieważ oglądała wiele horrorów, ale przy tym chłopaku starała się tego nie okazywać. Po długiej wędrówce dotarli ponownie na przystanek.
-To żegnaj. Do zobaczenia jutro, zadzwonię do ciebie i powiesz mi o której kończysz.-pożegnali się i dziewczyna udała się spacerkiem w stronę domu. Bała się reakcji ciotki, która zazwyczaj kiedy się nie robi czegoś po jej myśli, strasznie się złości. Gdy otworzyła drzwi, na wieszaku ujrzała piękny płaszcz, która zapewne należał do szefa. Po cicho ściągnęła trampki i powoli pokierowała się w stronę schodów. Jej ciotka Gabriella była ubrana w piękną obcisłą, czarną sukienkę i czarne szpilki, a na jej szyi wisiał duży kryształowy naszyjnik. Siedziała wyprostowana i ciągle się uśmiechała. Mężczyzna, który siedział na przeciwko niej był ubrany w piękny czarny garnitur i buty. Miał brązowo-siwe włosy i lekki zarost. Pomimo tego iż był straszy od ciotki, wydawał się przystojny. Linsey udała się do swojego pokoju i zasnęła od razu w ubraniach. Tej nocy nie dokuczały jej bóle brzucha z przejedzenia. Tego wieczoru nie jadła i jej do jedzenia nie ciągnęło. Czuła, że idzie w dobrym kierunku, a to wszystko przez Christophera.

_______________________________
przepraszam za liczne błędy!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Linsey w nocy nie mogła spać, ciągle dokuczały jej bóle brzucha, przez to, że poprzedniego wieczoru zjadła za dużo. Rankiem z niechęcią wstała i wyszła do szkoły. Pierwszą jej lekcją była matematyka, nie lubiła tego przedmiotu i cieszyła się, że to już trzecia klasa gimnazjum i niedługo skończy się jej cierpienie. Kiedy weszła do klasy oczy wszystkich uczniów skierowały się w jej stronę i poleciało kilka obelg. Dziewczyna była do tego przyzwyczajona, ale za każdym razem był to dla niej wielki cios gdy ktoś mówił na nią "gruba świnia". Jej ławka mieściła się na samym końcu sali, lubiła to miejsce, ponieważ nikt inny tam nie siedział, mogła w spokoju skupić się na temacie lekcji.
Kiedy usiadła w ławce i zaczęła wypakowywać książki od razu odezwała się klasowa piękność,Sharon;
-No proszę, proszę nasza świnka dzisiaj nie zaspała na lekcje..-cała klasa popadła w dziki śmiech. Linsey zacisnęła pięści i tępo wpatrywała się w ławkę.
-No co nic nie odpowiesz grubasie? hm?-ktoś rzucił w nią zgniecioną kartką papieru, jednak nic to nie dało.
-Zobaczcie Linsey chyba troszkę przytyła, spójrzcie jak jej bluzka opina się na rękach!-krzyknęła głośno Sharon i znów wszyscy zaczęli się śmiać. Zamieszanie przerwało wejście nauczycielki do klasy. Była to surowa kobieta, nienawidziła rozmów na lekcjach, a tym bardziej śmiechów.;
-Dzień dobry pani Hernandez.-cała klasa powiedziała chórem.
-Dzień dobry..-odrzekła sucho.
-A więc, wyciągnijcie karteczki. Napiszemy sobie kartkówkę z wczorajszej lekcji. No już, nie mam czasu na marudzenie!
Lekcja matematyki dla Linsey ciągnęła się w nieskończoność. Jednak kiedy zadzwonił dzwonek czuła, że lepiej byłoby zostać w klasie niż wychodzić na przerwę i narażać się dziewczynom. Gdy wyszła na korytarz szła w obawie, że ktoś zaraz do niej podejdzie i jej coś zrobi, jak to zwykle bywało. Ku jej zdziwieniu przerwa ta minęła w spokoju. Przed jej ostatnią lekcją była przerwa obiadowa,
Wszyscy uczniowie wtedy siedzieli w stołówce i spożywali lunch. Ona nie lubiła siedzieć w towarzystwie, wszyscy na nią dziwnie patrzeli kiedy jadła więcej.
Dziewczyna udała się na ławki, które znajdowały się na korytarzu na dworze. Usiadła i wyciągnęła z plecaka kanapki, które przygotowała wcześniej w domu. Westchnęła głośno i powiedziała.;
-Czemu ty tyle jesz..-po jej policzku spłynęła łza. Zawsze chciała być taka chuda jak inne dziewczyny ze szkoły, jednak nie potrafiła przestać jeść.
Nagle zobaczyła, że w jej stronę kieruje się Zoe, która niegdyś obroniła ją przed atakiem wrednej paczki. Linsey schowała szybko jedzenie do plecaka i udała, że czegoś w nim szuka.;
-Czemu tu siedzisz?-kiedy Zoe stanęła obok niej ze zdziwioną miną zapytała.
-Czemu pytasz?
-Przecież twoje miejsce jest między ludźmi, a nie w odosobnieniu.-powiedziała i usiadła obok niej. Linsey czułą się okropnie kiedy widziała różnię pomiędzy jej udami, a koleżanki.
-Od kiedy to ktoś się mną zainteresował?-wiedziała, że to następny podstęp, który uknuła Sharon aby ją tylko pogrążyć.
-Przecież stanęłam kiedyś w twojej obronie przed Mickiem?
-Wiem, ale to nie zmieni faktu, że jestem pośmiewiskiem, więc..lepiej już idź bo jeszcze pomyślą sobie, że się ze mną zadajesz..a wtedy i tobie nie dają spokoju. Proszę idź już..
-Czemu?-Zoe zmarszczyła brwi.
-Idź..-powtórzyła cicho i spuściła głowę. Nikt jej nie rozumiał, a niektórzy myśleli, że to ona ma coś z głową.
-Dobrze..ale wiesz, że byłam przecież na leczeniu w szpitalu i dopiero wczoraj wróciłam..i wiedz..jeśli będziesz potrzebowała pomocy..możesz się zwrócić do mnie.-uśmiechnęła się i zostawiła ją samą.
-Czemu ja, dlaczego? dlaczego?-ciągle powtarzała sobie to w głowie, gdy widziała swoje odbicie w szkolnych oknach.
Gdy już lekcje się skończyły chciała spokojnie wrócić do domu i odciąć się od tej okropnej rzeczywistości. Kiedy już przekroczyła próg szkoły i chciała zejść schodami w dół zaczepiła ją Sharon i reszta jej paczki.;
-Nie możecie mnie po prostu zostawić?-zapytała ze łzami w oczach.
-Och jej..nasza wołowina się zaraz rozpłacze.-wszystkie zaczęły się śmiać.
-Zostawcie mnie!-krzyknęła głośno i popchnęła lekko blond włosom Michelle, która mierzyła zawsze kiedy ją widziała mierzyła wzrokiem i nazywała "tłuściochem".
-CO ty sobie myślisz! Nie dotykaj mnie!-wtedy Michelle popchnęła Linsey tak mocno, że uderzyła twarzą o drzwi i rozcięła sobie policzek.
-Z nami się nie zadziera kochana..-uśmiechnęła sie Sharon i pocałowała Josha, który do nich dołączył.
-Widzisz kochanie..to jest chłopak..którego nigdy nie będziesz miała.-uśmiechnęła się wrednie i przytuliła chłopaka. Dziewczyna nie mogła wytrzymać, chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Kiedy skierowała się ponownie w stronę schodów, Michelle zaczepiła ją i powiedziała.;
-Jutro też się widzimy!-po tych słowach była już wolna mogła iść do domu. Czuła ogromny smutek i ból. Przystanęła na przystanku i zaczęła szukać chusteczek, aby wytrzeć krew z rany na policzku.;
-Gdzie one są..nie..nie..przecież je zabierałam..-mówiła do siebie i bezskutecznie ciągle przeszukiwała plecak. Nagle usłyszała męski głos.;
-Przepraszam co ci się stało?-odwróciła głowę i zobaczyła bruneta w lokowanych włosach, był średniego wzrostu i miał na sobie granatową bluzę.
-Mnie? Nic takiego..-odpowiedziała i przetarła ręką zakrwawiony policzek.
-Widzę przecież..czekaj..-chłopak wyciągnął z kieszeni chustkę i lekko wytarł krew, która spływała po jej twarzy.
-Nie brzydzisz się mnie?-zapytała ze zdziwieniem.
-Czemu?-zdawałoby się, że jest zadziwiony, że zadała takie pytanie.
-Przecież jestem odrażająca.-zaśmiała się cicho, jakby płakała nad własnym losem.
-Zaraz mi wytłumaczysz czemu tak twierdzisz i czemu masz to na policzku, a teraz chodź, autobus już przyjechał. Wsiedli i razem usiedli na przedostatnich siedzeniach. Linsey czuła sie skrępowana, gdyż nigdy nie rozmawiała z tak przystojnym chłopakiem.;
-Tak więc, czemu tak myślisz?-on nie widział w niej grubej osoby, dla niego była tylko troszkę większa od dziewczyn, które znał.
-Mam lustro w domu..-odpowiedziała z zażenowaniem i spuściła głowę.
-Przestań..-rzekł z żalem w głosie.
-A teraz czemu masz to na policzku?-wskazał ręką na niewielkie rozcięcie, które widniało na jej lewym policzku.
-Nie chcę mówić..
-Czyli sama sobie tego nie zrobiłaś?
-Może..-czuła, że jest to osoba, która w końcu jej wysłucha, jednak bała się, że to znów następny podstęp. Ale tego chłopaka nigdy jeszcze w mieście, w którym mieszkała nie widziała.
-Kto ci to zrobił? Napadli cię?-spojrzał w jej smutne oczy. Zdawałoby się, że one krzyczą, ale usta milczały.
-Nie..nie można tak tego nazwać..
-Czyli?
-To takie dziewczyny z klasy..-po dłuższej chwili milczenia odpowiedziała.
-Jak to? Twoje koleżanki rozcięły ci policzek?
-Nie mam koleżanek..-wyjrzała przez okno i zobaczyła, że właśnie zatrzymali się na przystanku, na którym powinna wysiąść, jednak pragnęła poznać bardziej tego bruneta.
-Nie masz koleżanek? Na pewno masz chociaż swoją paczkę?-zaśmiał się.
-Nie. Nie mam żadnych koleżanek, ani żadnej paczki, jestem sama.-spuściła głowę i zaczęła bawić się swoimi blond włosami.
-Przepraszam..tak więc czemu ci to zrobiły?-widział, że ją uraził i chciał jej to jakoś wynagrodzić.
-Bo jestem inna. Jestem gruba. Jestem brzydka. Teraz już wiesz czemu mi to zrobiły? Teraz dziwie się, że i ty nie chcesz mnie nazwać "świnią".
-Czemu tak o sobie myślisz? Czemu masz o sobie takie złe zdanie?!-chwycił ją za nadgarstek i sobaczył na rękach ślady po cięciach.
-To też one ci zrobiły?!-po jej policzku popłynęła łza.
-Nie..To ja..-powiedziała cicho.
-Czemu sobie to robisz? Nie dość, że te jakieś dziewczyny cię ranią to ty jeszcze sobie zadajesz ból?-czuł, że dziewczyna wiele razy próbowała popełnić samobójstwo. Na rękach miała tak wiele śladów.
-Nienawidzę siebie..-rzekła i odwróciła głowę w inną stronę.
-Nie mów tak..a powiedz mi jak to się stało, że masz rozcięty policzek?
-Wychodziłam ze szkoły i one tak stały..zaczęły nazywać mnie tak jak zawsze, wtedy coś we mnie pękło i popchnęłam lekko taką Michelle, a wtedy ona odepchnęła mnie tak mocno, że uderzyłam głową o drzwi i rozcięłam sobie policzek o osty kant. P..potem przyszedł chłopak Sharon i ona powiedziała mi, że nigdy nie będę mieć chłopaka..a później odeszłam. Tak jest codziennie..ale nie zawsze kończy się tylko na słowach..-trudno było jej o tym mówić i wiedziała, że mówi to bez powodu, a one i tak będą ją gnębić.
-Przecież tak nie można?!-krzyknął głośno, a wszyscy ludzie z autobusu skierowali wzrok w jego stronę.
-No i co z tego, że nie można..najwidoczniej one mogą i to robią..a ja po prostu jestem bezbronna.-wzruszyła ramionami.
-Trzeba coś z tym zrobić...yy..-chciał wymówić jej imię, ale nawet go nie poznał.
-Jak ci na imię?-zapytał.
-Linsey..-powiedziała szeptem.
-Ja jestem Christopher, miło mi.-uśmiechnął się i wyciągnął w jej stronę dłoń.
-Miło mi.-odwzajemniła uśmiech. Tak dawno się nie uśmiechała, że zapomniała jak to się robi.
-Wiem o tobie już wystarczająco dużo i wiem, że muszę ci pomóc, a może ty chciałabyś mnie poznać? Ale wiesz nie narzucam się.-zaśmiał się.
-Czemu nie? Opowiadaj jaki jesteś..-odpowiedziała nieśmiało.
-Hmm..Chodzę do 3 klasy gimnazjum, jak i chyba ty? Słucham starego dobrego rocka..mam dziewczynę..jednak w tym momencie jesteśmy pokłóceni..Chodzę do drugiego gimnazjum w naszym miasteczku..Co mogę tobie o sobie jeszcze powiedzieć? Co cię ciekawi?
-Jakich konkretnie zespołów słuchasz?-nabrała więcej śmiałości i poczuła, że może pytać o co chce.
-Uwielbiam Skid Row i Guns N'Roses, a ty?-odpowiedział i wyciągnął komórkę z kieszeni.
-Te dwa zespoły to moje ulubione.-zaśmiała się.
-Twój ulubiony kawałek Gunsów?
-Lubię 14 years, a ty?-tak rozmawiali i rozmawiali, aż Christopher przegapił swój przystanek i później obydwoje musieli wrócić innym autobusem. Wymienili się numerami i obiecali sobie, że jeszcze się spotkają. Linsey była szczęśliwa, że w końcu od tylu lat znalazł się ktoś, kto ją zrozumiał i chce jej pomóc.

  • awatar Will Give You My Heart ♥: Nosz kurwa mać! Jak można być tak wrednym? Sharon i jej koleżaneczki to(przepraszam za wyrażenie) wredne, puste zdziry, które nie potrafią nic innego jak krzywdzić innych. Nienawidzę takich ludzi-.- Zauważyłam kilka błędów, lub źle zbudowanych zdań. Rozdział jest jednak naprawdę dobry i szczerze mówiąc pierwszy raz spotykam się z taką tematyką. Wydaje mi się, że ja i główna bohaterka jesteśmy trochę do siebie podobne, mnie również nękali w szkole ale raczej w podstawówce. Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, o którym (mam nadzieję) mnie powiadomisz ;3
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Biedna Linsey :<. Szkoda mi jej. Niech ona się więcej nie tnie. ;c A swoją drogą bardzo zaciekawiła mnie postać Christopher`a. Wydaje się być nawet okej w stosunku do tej dziewczyny. Bardzo ciekawie piszesz, czekam na więcej. ;) Liczę też, że zajrzysz do mnie. ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Historia młodej dziewczyny imieniem Linsey, która boryka się z nadwagą. Jest nękana i prześladowana przez swoich rówieśników, ciężko jest jej z tym żyć, ale nie ma się do kogo zwrócić. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym dwa lata temu. Mieszka u cioci, która nie przepada za swoją siostrzenicą i nie obchodzą ją jej problemy emocjonalne. Wszystko zaczyna się pogarszać kiedy wielkimi krokami zbliżają się wakacje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›